Małżeńskie fundamenty – kazanie na ślub

Małżeńskie fundamenty – kazanie na ślub

Kazanie oparte na 1Kor 13 (Hymn o miłości) i Mt 7,24-27 (Dobra i zła budowla)

Przed stu laty w pewnej parafii postanowiono zbudować nowy kościół. Stary drewniany kościółek był już zbyt mały i zbyt zniszczony. Nie można go było rozbudowywać czy remontować – trzeba było budować coś zupełnie nowego.

Ludzie w tej wiejskiej parafii byli ubodzy ale bardzo ambitni. Postanowili zbudować coś naprawdę wielkiego i pięknego. Zamówili, nie żałując grosza, najlepszych architektów i powstał projekt wielkiej, murowanej, trzynawowej konstrukcji z dwiema strzelistymi wieżami z przodu. Zanim jednak przystąpiono do realizacji projektu pojawił się kolejny pomysł. Ktoś rzucił myśl, że kościół warto zbudować na jakiejś górce, by widać go było z dalszej odległości. Co z tego, że w tej wiosce nie było żadnej górki – nie ma, to usypiemy – taki był głos mieszkańców a dokładnie ich trochę chorej ambicji.

Zaczęły się pracę. W ruch poszły konie i furmanki. Zaczęto sypać górę. Zwożono piasek i kamienie. Faktycznie usypano kilkumetrową górę i dopiero na niej rozpoczęto budowę świątyni. Nie żałowano grosza i nie brakowało rąk do pracy. Położono fundamenty, ciągnięto mury, założono sklepienie. Pięły się też kościelne wieże. I wtedy niespodziewana tragedia. Mury zaczęły pękać, rozstępować się. Niewykończonej świątyni zaczęło grozić zawalenie. Zawołano ekspertów, inżynierów. Sprawa okazała się prosta. Grunt na którym budowano okazał się niestabilny. Świeżo usypana góra zaczęła osiadać pod ciężarem murów. Sprawa prosta, ale rada trudna. Zaczęto jednak ratować świątynię. Wzmacniano mury przyporami, ściśnięto konstrukcje żelaznymi klamrami i jakoś się udało. Uratowano kościół – stoi do dziś. Nie wykończono go jednak zgodnie z projektem. Piękno bryły zeszpecono wielkimi przyporami a wieże, które miały strzelać w niebo, sztucznie zakończono w połowie planowanej wysokości. Kościół jest brzydki, nieproporcjonalny. Służy ludziom, ale nie jest wcieleniem ich pięknych marzeń.

Dlaczego opowiadam o tym na ślubie? Przecież jest to historia dla budowlańców i inżynierów. Otóż nie tylko. Jest to historia także dla młodej pary i dla każdego z nas. Historia, którą opowiedziałem to współczesna ilustracja Jezusowej opowieści o domu budowanym na piasku i domu budowanym na skale.

Każdy budowlaniec wie jak ważny jest fundament. Odpowiednio głęboki, schodzący poniżej poziomu zamarzania, odpowiednio mocny, by unieść projektowany gmach. Fundament to ta część budynku, której nie widać a która jest gwarantem stabilności dla całości – i przez to najważniejsza.

To wszystko bardzo łatwo odnieść do sfery ducha. Nasze życie jest taką budowlą i każdy z nas decyduje na czym buduje. Budować zaś można na piasku lub na skale. Piasek to symbol naszych ludzkich możliwości, naszych starań i wysiłków. Skała to w Piśmie Świętym zawsze obraz Chrystusa. Zatem w skrócie można powiedzieć – budować swoje życie możemy bądź na sobie, bądź na Bogu.

Mądrość Ewangelii podpowiada nam jednak jeszcze inną prawdę. To, że tak naprawdę to udaje się budować na piasku. Można budować na piasku i efekt jest porównywalny (a może i lepszy) z tym co się buduje na skale. Można zatem budować na piasku, ale… (i to jest właśnie ta prawda) tylko wtedy, gdy świeci słońce, gdy piękna pogoda.

Zatem – można żyć bez Boga, można mieć gdzieś wszystkie Boże zasady i przykazania. Można, ale przyjdzie czas próby. Przyjdzie coś co Biblia wyraża przez obraz deszczów, wichrów i powodzi, które uderzają w dom. Uderzają jednakowo w dom zbudowany na piasku i dom zbudowany na skale. To może być choroba, może brak pracy, może niezgoda, może czyjaś śmierć – tyle jest trudnych doświadczeń, które rzucają się na dom naszego życia. Biblia mówi, że ostanie się tylko ten dom zbudowany na skale, ostanie się ten, kto swe życie opiera na Bogu.

Zebraliśmy się wokół młodej pary, która za chwilę rozpocznie nowe życie. Oni też dzisiaj zaczynają coś budować. Drodzy, zwracam się teraz prosto do nich, wasze nowe, wspólne życie ma zapewne swój projekt. Ma być piękne, radosne, dostatnie, zgodne, pełne miłości. Życzę wam, by tak się stało. Pamiętajcie jednak, że to wasze życie małżeńskie i rodzinne musi mieć fundament, głęboki i mocny fundament.

Przyszliście tu do kościoła, by ten fundament założyć, by zaprosić Jezusa do waszego życia, by prosić Go, by wam pomógł. Prosicie Go o pomoc, bo stają przed wami naprawdę trudne zadania. Słyszeliśmy czytanie w którym św. Paweł chwali miłość. To piękny, może nawet wzruszający fragment Biblii. Można jednak spojrzeć na niego inaczej – to zadanie, trudne zadanie. Macie być cierpliwi, łaskawi, nie zazdrościć, nie szukać poklasku, nie pysznić się, nie dopuszczać się bezwstydu, nie szukać swego, być bez gniewu, przebaczać, wszystko znosić, wierzyć, pokładać nadzieję, przetrzymać wszystkie trudy. (por. 1Kor 13,4-7) I to nie tylko przez jakiś czas, przez wybrane dni czy miesiące, nie tylko wtedy kiedy się chce i kiedy łatwo, ale dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, dwanaście miesięcy w roku (bez urlopu), przez wszystkie lata… do śmierci.

To nie jest łatwe. To trud. Powiem z autentycznym przekonaniem, że trud przekraczający możliwości i siły człowieka. Dlatego potrzebujecie Boga. Potrzebujecie, by wasz związek był sakramentem, by Bóg był w waszej miłości i umacniał ją.

Drodzy, budujcie swą rodzinę na skale, na trwałym fundamencie, budujcie na wierze, na Bogu. Amen.

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: