Nieznany Bóg

Nieznany Bóg

1. dzień rekolekcji

Należymy do chrześcijańskiego narodu o ponad tysiącletniej tradycji. Chlubimy się tym. Czasami z dumą mówimy o sobie: my – chrześcijanie – katolicy. Za obrazę uznalibyśmy, gdyby ktoś powiedział, że nie jesteśmy godni nosić tego miana.

Nie kwestionuję naszej wiary – daleki jestem od tego. Nie jestem tu zresztą po to, aby sądzić – ale zapytajmy się na progu tych kolejnych rekolekcji w naszym życiu – jaka jest ta nasza wiara? Wierzymy – to prawda, ale w co wierzymy? Wyznajemy wiarę w Boga, ale jaki jest ten Bóg? Co my o nim wiemy?

Chcę postawić tezę, że dla wielu ludzi, także tych wierzących, chodzących do kościoła, Bóg pozostaje kimś nieznanym. A zatem ich wiara musi z konieczności być wielce ułomna – wierzyć w Boga, którego się nie zna? Wiara może być ślepa, zabobonna, ciemna, bezmyślna.

Człowiek ma takie czy inne wyobrażenie Boga, ale często ten nasz obraz Boga jest przez naszą ślepotę i niewiedzę wybrakowany, wypaczony. Niewiele mający wspólnego z prawdą.

Wielu ludzi rozstaje się z wiarą, odchodzi od Boga. Ten proces nie jest widoczny jeszcze tak bardzo w Polsce, ale na zachodzie widać wyraźnie odpływ ludzi – przynajmniej od instytucji, za jaką uznaje się Kościół.

Ale czy rzeczywiście jest to odejście od wiary, czy rzeczywiście jest to odejście od Boga? A może jest to odejście od karykatury wiary, odejście od wykrzywionego obrazu Boga? I bywa, że ci sami ludzi, którzy zarzucili religijne praktyki, poznają prawdę o Bogu i wracają do Kościoła. Ale ich wiara wtedy staje się dynamiczna, radosna, pełna entuzjazmu. Jednocześnie jest świadoma, racjonalna, silna. I nie ma nic wspólnego z zabobonem, magią.

Wspomniany zachód przeżywa upadek religijności, masowe odchodzenie z Kościoła a jednocześnie przeżywa renesans religijności. Powstają rozmaite grupy, wspólnoty, w których przeżywana wiara jest czymś niesłychanie ważnym. Wspólnoty, które gromadzą ludzi młodych, energicznych, którzy nie wstydzą się wiary, mówią o niej otwarcie. Ludzie, którzy wychowują swoje dzieci w poszanowaniu ogólnoludzkich i chrześcijańskich zasad, bo zrozumieli na nowo, że w tym jest szansa dla ludzkości. Jedyna szansa, by ta ludzkość nie pożarła się nawzajem.

To wszystko przyjdzie i przychodzi już do Polski. I nie ocaleje chrześcijaństwo, które polega jedynie na święceniu palemek w Niedzielę palmową, jedynie na przynoszeniu święconki w Wielką Sobotę, jedynie na strojeniu choinki na Boże Narodzenie i jedynie na tłumnej obecności na Pasterce. To zbyt mało.

To zbyt mało, że na pytanie ankietera jakiegoś ośrodka badań odpowie się twierdząco na pytanie – czy jest pan wierzący? To zbyt mało, że weźmie się ślub w kościele i do tego kościoła przyniesie się swoje dziecko. To zbyt mało, że otworzy się swoje drzwi przed kapłanem w czasie kolędy.

Musimy to dobrze zrozumieć. Nie mam nic przeciwko święceniu palem i pokarmów. Dobrze, że zawieramy śluby w kościele i chrzcimy dzieci. Ale wiara nie może to tylko na tym polegać, to zbyt mało. Nie może się do tego sprowadzać. Bardzo łatwo wtedy zamienić wiarę na czcigodną i piękną tradycję i folklor.

To co wystarczało dawniej, gdy cała kultura i świat przesiąknięta była wiarą i Bogiem, nie wystarcza obecnie. I niemiłosiernie zostanie zdeptane, sponiewierane, przez współczesność. I stanie się tak, że Kościół w takim kształcie stanie się skansenem. Skansenem, który się pielęgnuje, zwiedza (zdjęcie można sobie zrobić), ale nikt tam nie mieszka. Skansenem, który funkcjonuje gdzieś na obrzeżach normalnego życia.

Wiara, by ocalała, musi stać się bardziej osobista, świadoma. To musi być nasza decyzja wiary i świadomość dlaczego wierzę. I świadomość w KOGO wierzę.

Musimy zatem poznać Boga. Tego Boga, który tak często jest dla nieznany a jeszcze częściej, i jeszcze gorzej, znany jest fałszywie – jako karykatura Boga. Jak możemy poznać Boga? Nie jest to łatwe.

Pierwsze co chcę powiedzieć to to, że musimy poznać Boga osobiście. Co to znaczy? Znaczy to, że nie wystarczy, że ja coś wam o Bogu opowiem, że usłyszeliśmy coś kiedyś na katechezie od katechetki, czy księdza, że przeczytaliśmy coś o Nim w gazecie, czy widzieliśmy jakiś program telewizyjny. To wszystko jest wiedzą z drugiej ręki. Przydatna i wartościowa, ale trzeba czegoś więcej.

Wyobraźmy sobie, że jest dziewczyna – samotna, na wydaniu. I przychodzą do niej ludzie, różni ludzie, i mówią jej o jakimś chłopaku. Mówią, że jest także samotny, że jest atrakcyjną partią, dobry zawód, mieszkanie. Jednocześnie, co najważniejsze, bardzo dobry charakter, czuły i romantyczny a na dodatek przystojny. A jeszcze dodatkowo interesuje się dziewczyno tobą, podpytywał się jednego i drugiego o ciebie.

I co zrobi ta dziewczyna? Czy te słowa zmienią coś w jej życiu? Czy te informacje -wszystkie prawdziwe – spowodują, że dziewczyna się zakocha, zapragnie poślubić, powie „tak”? Oczywiście, że nie! Wszystkie te informacje życzliwych ludzi mogą jedynie zrodzić ciekawość. Nic więcej!

I tak jest z nami w odniesieniu do Boga. Wszystkie kazania, mądre nauki, katecheza, książki mogą jedynie w człowieku obudzić ciekawość. Ale nic więcej.

Trzeba się z Bogiem spotkać osobiście. Dziewczyna z chłopakiem musi się kiedyś umówić. Trzeba dać szansę na miłość.

Ale jak spotkać się z Bogiem? Czy szansę na wiarę mają zatem tylko mistycy, którzy dostępują jakiś objawień? Nie! Bóg jest dostępny dla wszystkich, każdy z nas może go spotkać i poznać. Jak?

Jest taka jedyna w swoim rodzaju księga jaką jest Pismo Święte. Pisali ją ludzie, ale nie sami z siebie, ale pisali prowadzeni Duchem Świętym. I dlatego w tych słowach zawarty jest Bóg. W tej księdze. Biblii, Bóg mówi do człowieka, poucza go o drogach zbawienia, poucza go, jak ma żyć.

Czytając Pismo Święte otwartym sercem możemy spotkać się z Bogiem. Osobiście! Nie – słyszeć o Nim z drugiej ręki. Osobiście!

Jeden z ojców Kościoła powiedział słusznie, że nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa. Nie znając Pisma Świętego, nie znamy Chrystusa. A zatem nasza wiara jest ułomna, słaba, karykaturalna.

Badania socjologiczne są bezlitosne. Wykazują, że ochrzczonych i deklarujących wiarę jest w Polsce ponad 95% ludzi. Połowa z nich praktykuje. Ale w co wierzy? Co trzeci „katolik” wierzy w reinkarnacja – to, że po śmierci jego dusza wcieli się w inne ciało. Co trzeci „katolik” nie wierzy w piekło i diabła, co trzeci katolik nie wierzy w zmartwychwstanie i niebo i życie po śmierci. Co trzeci „katolik” nie wierzy, że ma duszę.

A jak jest ze znajomość Pisma Świętego? Strach pytać. Pewien zakonnik opowiadał jak na kolędzie zapytał w pewnym domu: czy macie państwo Pismo Święte? Usłyszał w odpowiedzi: Nie, nie, nie prenumerujemy. Co to za wiara? Co to za katolicyzm? To karykatura i strach na wróble. I może nawet dobrze, że taka „wiara” upada. A upaść musi, gdyż nie ma żadnej wewnętrznej mocy. Tylko ludzki bezwład i przyzwyczajenie i przywiązanie do wspomnień dzieciństwa. To mało.

Potrzeba nam budowania prawdziwej mocnej wiary. A ta rodzić się będzie ze spotkania z Chrystusem – tego osobistego, ze słowem Bożym. Niezależnie czy się je czyta, czy się je słyszy, czy jakiś werset kołacze się w pamięci – byle na to słowo, słowo Boga, otworzyć się sercem, by to słowo zrodziło wiarę, wiara była spotkaniem z Bogiem a spotkanie z Bogiem nawróceniem. Prawdziwą przemianą naszego serca.

Żył kiedyś taki młody człowiek. Miał na imię Augustyn. Żył w chrześcijańskim otoczeniu, odwlekał swój chrzest, choć miał zamiar to zrobić, musiał zatem chodzić na jakąś katechezę. Z jednej strony ambitny, dbał o swoje wykształcenie. Z drugiej strony ulegał rozmaitym religijnym nowinkom i wierzył w rozmaite rzeczy. Powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem, że ulegał wpływom sekt. Prowadził też dziwne życie osobiste – miał związek z kobietą, miał z nią dziecko a kobieta nigdy nie stała się jego legalną małżonką. Taki typowy człowiek – Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Lekkie życie młodzieńca, który nie do końca traktuje życie poważnie.

I ten człowiek, któregoś dnia słyszy słowa piosenki śpiewane w sąsiedztwie przez małą dziewczynkę – weź i czytaj. Weź i czytaj! Traktuje to jako wezwanie do otworzenia Pisma Świętego. Idzie do domu, bierze do ręki Biblię, otwierają i czyta: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.” (Rz 13,12-14)

Augustyn otworzył swoje serce. Potraktował to słowo, jako osobiście skierowane do siebie. Uwierzył, że to Bóg go wzywa do porzucenia ciemności, grzechu, niemoralności. Dokonuje się szalona przemiana tego człowieka. Przyjmuje chrzest, zaczyna żyć wiarą, poważnie traktuje Boga. Oddaje mu życie. Także w ten sposób, że zostaje kapłanem a potem biskupem. Po śmierci ogłoszony świętym. Św. Augustyn – autor wielu dzieł, które do dzisiaj stanowią fundament teologii.

Nie to jest jednak ważne, że napisał wiele mądrych książek, ale to, że Boga i wiarę potraktował poważnie, że nie była to dla niego tradycja, ale coś bardzo osobistego. Wiara zmieniła jego życie i nadała temu życiu nowy wymiar i sens. A stało się tak, że spotkał się z Bogiem osobiście.

Wróćmy do naszej dziewczyny. Umówiła się z chłopakiem. Poszła na spotkanie. Potem druga i kolejna randka. Powoli przekonała się, że prawdziwe były słowa, które słyszała o nim z różnych stron. Okazał się naprawdę dobrym i szlachetnym człowiekiem. Poznała go jako mądrego i rycerskiego mężczyznę. Powiedział jej, że ją kocha. Usłyszała to! Od niego! Już nie od innych a od niego samego. I pokochała go. A gdy zapytał, czy chcesz być ze mną na zawsze odpowiedziała – tak, chcę być z tobą.

I to właśnie winno się dokonać w naszym życiu. Spotykamy Jezusa osobiście i przeżywamy z nim nasze randki. Słuchamy tego, co mówi nam w swoim słowie i odpowiadamy mu modlitwą. Poznajemy go bliżej, poznajemy jego słowa, jego czyny. Osobiście – sami.

Poznajemy Jezusa i wtedy odsłania się nam całe piękno tej postaci. Jezus chce być naszym przyjacielem. Odkrywamy jego miłość, troskę. Odkrywamy jego wielkie serce. On nas ukochał. Odkrywamy prawdę o Miłosierdziu Boga – Bóg mówi, że nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i miał życie.

I odkrywamy jego propozycję. On chce być z nami. Mówi: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni o obciążeni jesteście a ja was pokrzepię. Chcę być z tobą. Nie chcę być ciężarem dla Twojego życia, przeszkodą, kulą u nogi, dziurą w moście. Chcę być tym, który ci pomaga, który daje ci nadzieję.

Ludzkie życie nie jest lekkie. To czasami jarzmo, które nas boleśnie gniecie. W Piśmie świętym mowa jest o jarzmie. Jezus mówi: weźcie moje jarzmo. No właśnie! Wyszło szydło z worka – odkrywamy, że Bóg chce nam zesłać jednak jakieś jarzmo. To prawda, tylko czym jest jarzmo? To takie urządzenie, które spina ze sobą parę zwierząt pociągowych. Nie jedno! Parę! Jezus mówiąc weź moje jarzmo mówi: zepnij się ze mną, nie jest w życiu łatwo – to pewne, ale będziesz stał w zaprzęgu ze mną. Ty i Jezus – w jednej parze.

Możesz oczywiście powiedzieć, że nie interesuje cię to, ale i tak będziesz w jakimś jarzmie. Życie jest okrutne. I jak będziesz w jarzmie chodził sam, to jarzmo dodatkowo będzie cię kaleczyć, męczyć i wreszcie padniesz.

Nie chodź w jarzmie sam. Wybierzesz Jezusa.

Rekolekcje są opowiadaniem o Jezusie. Są świadectwem, ale nie zastąpią twojej własnej refleksji, twojego osobistego spotkania z Jezusem. Nie zastąpią także twojej decyzji. Nikt za ciebie nie weźmie ślubu – będzie nieważny. Nikt za ciebie nie może uwierzyć w Chrystusa -taka wiara też będzie nieważna.

Tylko ty sam. Ja mogę jedynie pomagać, ale to ty sam, swoje sprawy, osobiście, bez pośredników, musisz z Panem Bogiem załatwić.

Popatrz na swoje życie, zważ je i pomyśl ile ono warte. Pomyśl o swoim grzechu, o swoich niewiernościach, słabościach, zdradach, zagubieniu. Pomyśl o swoim wielkim pragnieniu szczęścia, miłości, pokoju, bezpieczeństwa. O poszukiwaniu sensu, prawdy, o szukaniu wiedzy o tym jak żyć.

Wielkim sukcesem tych rekolekcji byłoby gdybyś przyszedł na to miejsce, ukląkł tu przed Najświętszym Sakramentem i pomyślał o swoim życiu, i zapłakał nad swoim życiem. Ale nie tak jak Judasz, ale jak Piotr, by te łzy oczyściły cię, wzmocniły, dały nadzieję. Kto w życiu nie zapłakał przed Bogiem nad swoim życie niewiele jeszcze wie czym jest wiara.

Jest w Twoim życiu wiele dobra – dziękuj za to Bogu. Ale jest też wiele zła – sam wiesz najlepiej co to jest – zmień to. Żyj w zgodzie z Bogiem i z samym sobą.

Jest z nami Jezus w znaku swego obrazu. To pomoc, cenna pomoc, ma nam ułatwić spotkanie z Bogiem. Biedny jest jednak ten, kto zamiast z Bogiem spotka się z samym obrazem. Sięgajmy w głąb, niech obraz będzie oknem, drzwiami do innej rzeczywistości. Do miejsca w którym spotkamy samego Boga.

Spotkajmy Boga w tych rekolekcjach, poznajmy Boga, zakochajmy się w Bogu i zacznijmy przyjaźń z Bogiem dając mu miejsce w naszym życiu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: