Nasz chrzest

Nasz chrzest

1. Nie pamiętamy naszego chrztu. Przynajmniej większość z nas nie może tego pamiętać. Przynieśli nas do kościoła rodzice – mieliśmy miesiąc życia, może trzy. Coś bardzo ważnego dokonało się a jednocześnie ominęło naszą świadomość. Ominęło świadomość, ale na duszy wyryło niezatarty znak przynależności do Chrystusa.

2. Takie zewnętrznie drobne wydarzenie – kilka kropel wody, kilka słów. Czy to rzeczywiście ma znaczenie? Słyszałem – nie wiem na ile to prawda – że pewien ksiądz na swoim przyjęciu prymicyjnym dowiedział się, że jego chrzest jest nieważny. Ochrzczono go po jego urodzeniu w domu, w niebezpieczeństwie śmierci i później ten fakt zapisano w księgach parafialnych. Dopiero na prymicji wyszło na jaw, że babcia, która chrzciła, ulegając jakiemuś zabobonowi użyła do chrztu mleka. Chrzest jest konieczny do ważności wszystkich innych sakramentów, zatem nasz ksiądz – nie ksiądz – musiał przyjąć chrzest (tym razem prawdziwy), przyjąć komunię, bierzmowanie i dopiero powtórzyć święcenia kapłańskie.

3. Ważny jest ten sakrament i dlatego poświęcamy mu tę refleksję w dniu dzisiejszym. Chcemy się nad nim zatrzymać, zastanowić, odnowić świadomość jego obecności w nas i działania.

4. Sądzę, że wielu z nas nie uświadamia sobie ważności tego sakramentu. Może dlatego, że nie pamiętamy, może dlatego, że udzielany zbyt szybko, zbyt łatwo, zbyt formalnie. Wiemy, że „trzeba chrzcić” własne dzieci, ale w imię czego, po co? Spróbujmy to wyjaśnić.

5. Zwiedzający Rzym mogą obejrzeć, odwiedzając bazylikę św. Jana na Lateranie, stojące obok bazyliki baptysterium – czyli miejsce udzielania chrztu w starożytności. Baptysterium to chrzcielnica, tylko, że wielkości małego basenu do którego wchodził mający przyjąć chrzest i ksiądz czy diakon, który miał chrzcić. Chrzest odbywał się przez zanurzenie całego ciała. Po tej ceremonii ochrzczony (chrzczono dorosłych) udawał się do bazyliki, gdzie biskup udzielał mu bierzmowania a następnie ochrzczony i bierzmowany uczestniczył w Eucharystii. Swej pierwszej.

6. Zanim to się jednak stało, zanim człowiek mógł przyjąć sakramenty inicjacji chrześcijańskiej (czyli chrzest, bierzmowanie i komunię) musiał przeżyć trzyletni cykl przygotowań.

7. Chciałbym zaprosić nas, byśmy przyjrzeli się jak te przygotowania się odbywały. Ale cofnijmy się jeszcze dalej – do czasów gdy Kościół jest prześladowany Zobaczymy ile trudności musiał pokonać i wysiłków ponieść chcący włączyć się do Kościoła

8. Najpierw trzeba było ten Kościół znaleźć. I nie chodzi tu budynek kościoła czy plebanię z kancelarią (tego wszystkiego zresztą nie było), ale wspólnotę wierzących. Zresztą nie chodziło o znalezienie, ale o wprowadzenie.

9. Należało odszukać – poznać człowieka (chrześcijanina), który miał wprowadzić. Oczywiście, by taki człowiek mógł wprowadzić, musiał kandydat do chrztu zyskać jego zaufanie. Nie robiono tego automatycznie, zastanawiano się nad każdym przypadkiem osobno.

10. Gdy kandydat znalazł wreszcie wspólnotę i został jej przedstawiony, następowało badanie motywów kandydata. Dlaczego on chce zostać chrześcijaninem, czy jego motywy są szczere, czyste, czy nie jest rzymskim szpiegiem? Przypatrywano się także uważnie jego życiu. Czy ewangelia, może jeszcze nie do końca poznana, zmieniła już jakoś jego życie? Czy widać dobrą wolę i jej dobre owoce?

11. Gdy kandydat (nazywajmy go od tej chwili katechumenem) przeszedł pomyślnie ową weryfikację i lustrację zarazem zapraszano go do podjęcia formacji. Zauważ dobrze – nie było tak, że chrzczono od razu, ale mówiono – musisz dojrzeć – konieczna jest formacja. Przyjmiesz chrzest za trzy lata a ten czas poświęć na poznawanie wiary, uczenie się modlitwy i przemianie życia. I nie były to jedynie puste słowa, ale rzeczywistość cotygodniowych spotkań, katechez, nabożeństw, rzeczywistość kolejnych sprawdzianów i weryfikacji. To bardzo ciekawe – przy owych weryfikacjach zwracano uwagę nie tyle na znajomość prawd wiary – nazwijmy to – znajomość regułek katechizmu, ale na praktyczne życie katechumena. Czy ty żyjesz ewangelią, czy rzeczywiście twoje życie ulega zmianie? Oczywiście na lepsze. Najlepszym sprawdzianem owocności życia katechumena było to, że przyprowadzał do wspólnoty kolejnego kandydata, który dzięki niemu usłyszał o Jezusie i zapragnął oddać mu życie.

12. Gdy katechumen nie wydawał właściwych owoców odsuwano jego chrzest, czasami przez całe życie. Gdy proces nawrócenia dokonywał się, po trzech latach następował chrzest.

13. To co kosztuje człowieka, co jest owocem jego trudów i wysiłków jest bardziej szanowane, doceniane.

14. Chrzest przyjęty z takim trudem procentował dojrzałym i odpowiedzialnym życiem chrześcijańskim. Życiem, które było autentyczne, prawdziwe, konsekwentne. Życiem, w którym wyznawano Chrystusa nawet za cenę męczeństwa.

15. Zwróć teraz uwagę na głęboką symbolikę chrztu przez zanurzenie. W tym bardzo konkretnym, wyraźnym znaku widać wtedy czym jest chrzest. Trzykrotne zanurzenie i trzykrotne wynurzenie. Każde zanurzenie to znak, obraz śmierci. Katechumen jest niejako topiony. Każde wynurzenie to znak, obraz zmartwychwstania, zbawienia.

16. Chodzi oczywiście o sens duchowy – ma umrzeć stary człowiek, z jego uczynkami, z jego grzechami, z całym złem i nieprawością. Ma zmartwychwstać nowy człowiek, w czystości, w wolności, w łasce. Ma dokonać się przemiana. Sakrament jest znakiem, który sprawia rzeczywisty skutek – utopiony zostaje nasz grzech pierworodny, czy wszystkie inne popełnione później. Rodzi się dziecko Boże. Ale chrzest nie jest tylko jednorazowym, zamkniętym wydarzeniem, które dokonało się gdzieś, kiedyś, w przeszłości Chrzest jest znakiem, który trwa, który nas ciągle zobowiązuje, który nam ciągle przypomina – ma umierać grzech, ma rodzić się, zmartwychwstawać łaska. Zawsze – każdego dnia.

17. Bracie, siostro – twój chrzest woła do ciebie: masz umierać i masz budzić się do życia. Ma umrzeć Twój grzech, twoja nienawiść, twoja nieczystość, nieuczciwość, brak szacunku. Ma zbudzić się do życia dojrzałość, odpowiedzialność, czystość. Ma dokonać się przemiana, przeobrażenie. Z poczwarki ma wydostać się cudowny motyl, z brzydkiego kaczątka – piękny łabędź, Kopciuszek ma zmienić się w królewnę. Ciemność ma zmienić się w jasność. Grzech w cnotę. Małość w wielkość. Nienawiść w miłość.

18. Niech nikt nie rozumie mnie w ten sposób, że każdy z nas jest kłębkiem nieprawości, który musi się diametralnie nawrócić, przemienić. Nie sądzę tak. Wiem, że jest w was wiele dobra, łaski i światła. Wiem jednak i przyznajcie to, że jest w was wiele zła, spraw, które wymagają uporządkowania. Moje słowa niech będą okazją do rachunku sumienia, niech łaska Boża dotknie Twego serca, by skruszało, by uznało winę, nieprawość i dostępowało nawrócenia tego obszaru życia, który wymaga nawrócenia. Ty sam wiesz najlepiej, co to jest. By było więcej cnoty, więcej światła, więcej dobra, więcej sprawiedliwości, więcej miłosierdzia, więcej miłości.

19. Chcę, by łaska Boża działała w Twym sercu w dwojaki sposób. Najpierw to serce musi uznać swój grzech, spojrzeć trzeźwo na swoją sytuację. Poznać prawdę. Drugi aspekt – może ważniejszy to to, by serce uznało, że przemiana jest możliwa.

20. Przemiana jest możliwa. Posłuchajmy. Przyjrzyjmy się siedmioletniej dziewczynce. W dziewiętnastym miesiącu życia zachorowała na zapalenie mózgu. W rezultacie choroby straciła wzrok, straciła słuch. W konsekwencji nie mogła nauczyć się mówić. Głucha, ślepa, niemowa. Jest kochana przez rodziców, ale jak do niej dotrzeć, jak wychować, jak nauczyć elementarnych rzeczy, zachowań. Dziewczynka posługuje się rękoma – nimi rozpoznaje otoczenie, nimi je, nimi drze na sobie ubranie – ma w tym przyjemność a jak jej wytłumaczyć, że robi coś niestosownego? Dziewczynka nie pozwala się myć, tyranizuje otoczenie, które bojąc się jej zwierzęcych, nieartykułowanych krzyków i napadów wściekłości karmi ją słodyczami, które ją uspokajają. Ktoś nazwał dziewczynkę „małą diablicą” Rodzina jest bliska rozpaczy i rezygnacji. Skłaniają się, by dziewczynkę oddać do przytułku. Tam spędzi resztę swego życia. Pojawia się jednak szansa, jest nią młoda dziewczyna – nauczycielka – doświadczona w pracy z głuchoniemymi. Po wielu trudach, dramatach, dociera do duszy dziewczynki, do jej myśli. Pierwszym wyrazem, który świadomie został odebrany przez dziewczynkę za pomocą systemu znaków – odpowiednio układanych palców nauczycielki, które dotykały dłoni dziewczynki była „woda”. Potem wszystko poszło jak lawina. Dzięki nauczycielce dziewczynka poznaje kolejne słowa, pojęcia, także te abstrakcyjne. Uczy się, poznaje alfabet brajla, zaczyna czytać. Idzie do szkoły, uczy się szkolnych przedmiotów: algebry, geometrii, geografii, literatury. Głęboko spragniona wiedzy idzie na uniwersytet. Idzie wraz ze swoją nauczycielką, która każdy wykład wprowadza do umysłu dziewczyny dotykając jej dłoni. Dziewczyna kończy uniwersytet z oceną – cum laude. Bajki? Nie! To historia Heleny Keller , urodzonej w Stanach Zjednoczonych w 1880 i jej nauczycielki Anny Sullivan. To nie bajki – proszę zajrzeć do Sześciotomowej encyklopedii – tom trzeci, strona 333. Helena Keller – od dziecka głucha, ślepa i niema. Nauczyła się francuskiego, niemieckiego, łaciny, greki. Jest autorką 8 książek, wielu artykułów. Pisała wiersze. Skończyła uniwersytet i uzyskała później doktorat. Poświęciła się pomocy dla niewidomych i głuchych. Jej zasługi i poziom jaki reprezentowała zastały docenione doktoratami honoris causa uniwersytetów Harvard, Glasgow, Berlin, Delhi. Niewidoma, głucha, niema. Nauczyła się mówić, występowała w teatrze, zagrała w filmie. Zmarła w 1968 roku. Miałem wtedy 3 lata.

21. Niech ta historia pomoże nam uwierzyć, że przemiana może się dokonać, że jest możliwa. Zarówno przemiana zewnętrznego kształtu naszego życia, jak i jego wewnętrznej treści.

22. Zauważmy jaką rolę u boku Heleny Keller pełniła jej nauczycielka Anna Sullivan. Może to być alegorycznie zinterpretowane, że każda przemiana musi mieć swoich pomocników, ludzi na których można polegać, zaufać. Można w tym obrazie – w naszym przypadku – zobaczyć Kościół. Kościół może i powinien być katalizatorem i położną naszej przemiany. Mówiąc Kościół rozumiem go bardzo konkretnie jako posługę księży, katechetów, działalność na forum środków masowego przekazu, czy wreszcie – na co chciałbym szczególnie uczulić – działalność rozmaitych kościelnych ruchów, wspólnot i stowarzyszeń. Tu rodzi się wielka moja zachęta, by nie bać się tych wspólnot, by włączać się w ich działalność. To może nam pomóc przeżyć naszą przemianę. To może dać nam konieczne wsparcie. Uczestnictwo w jakiejś wspólnocie może być spóźnionym, ale nadal koniecznym katechumenatem, który co prawda nie będzie nas przygotowywał do chrztu, ale pomoże zrozumieć, pojąć, czym chrzest jest i do czego zobowiązuje chrześcijańskie życie.

23. Niemniej jednak – pomocnicy są potrzebni, ale decyzja zawsze musi należeć do Ciebie. Decyzja wybrania Chrystusa bądź jego odrzucenia. Zobacz bracie i siostro – być może wszystko co dokonało się w twoim życiu religijnym było dziełem innych osób. Rodzice przynieśli Cię do kościoła – to nie była twoja decyzja. Później zaczęli ci składać ręce do modlitwy – być może była to dla ciebie kolejna zabawa. Posłali na katechezę – katechetka czy ksiądz przygotował do I Komunii (czy pomyślałeś wtedy, że mógłbyś jej nie przyjąć, że można inaczej?), Później byłeś bardziej świadomy, ale czy bierzmowanie, życie sakramentalne, może także w tym i twój ślub nie miały śladu presji wywieranej przez otoczenie, tradycję, zwyczaj czy ludzkie języki? Tak czy inaczej – być może nie ty a inni za ciebie decydowali o twoim życiu.

24. Rzecz w tym, że musisz zacząć decydować sam. To musi być twoja odpowiedzialna, dojrzała, przemyślana decyzja. Zatem proszę Cię, spojrzyj na swoje życie – to, które przeżyłeś i to, które jest przed Tobą. Spójrz na siebie i zbadaj swoją wartość. I posłuchaj co mówi Bóg do Ciebie.

25. Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. 16 Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy /…/, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi. (Por. Pwt 30, 16-20a)

26. Zauważ, w tym tekście skierowanym do Izraelitów, niczego im się na siłę nie wciska. Nie ma musisz – jest wybieraj.

27. I ja teraz nikogo nie zmuszam. Nie mam takiej władzy a nawet gdybym miał to bym z niej nie skorzystał. Mówię tylko wybieraj. I proszę, byś wybrał życie. Byś wybrał Boga.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: