Ślubowanie na wierność Krzyżowi

Ślubowanie na wierność Krzyżowi

1. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. (J 13,1b)

2. Życie Jezusa Chrystusa na ziemi jest jednym, wielkim dowodem Jego miłości do człowieka. Dowodem tej miłości jest wcielenie Jezusa – jego przyjście na świat w ubóstwie i poniżeniu, w betlejemskiej grocie. Dowodem jest Jego życie – przeszedł On dobrze czyniąc – głosząc słowa pełne otuchy i nadziei, uzdrawiając chorych a nawet wskrzeszając umarłych. Jednak największym dowodem miłości Jezusowej jest Jego męka i śmierć na krzyżu.

3. Jest to szczególnie ważne dla nas – ludzi żyjących w czasach tak odległych od ziemskiego życia Jezusa. Cóż by przyszło nam z tego, że ktoś żyjący tak dawno uzdrawiał czy wskrzeszał? Cóż by nam przyszło z tego, że mamy świetlaną postać, którą możemy naśladować? Cóż by nam przyszło z tego, że przechowane zostały piękne słowa – nauki Jezusa?

4. Jesteśmy biedakami, jesteśmy nędzarzami, jesteśmy bankrutami a w takiej sytuacji na nic zdadzą się piękne przykłady, słowa i pouczenia. Nie przydadzą się one na nic, choć są piękne i prawdziwe, gdyż nie mamy siły ich podnieść – jesteśmy, przez grzech, bezsilni, spętani. Możemy powiedzieć, że jesteśmy duchowo martwi. Można zachęcać trupa do rozmaitych rzeczy, można zachęcać go, mówić mu piękne kazania – czy posłucha? Tak samo dzieje się w naszym życiu – słuchamy mądrych kazań i nauk, stawiane jest przed nasze oczy cudowne życie Jezusa i co?… I nic. Trup nie chce słuchać – dalej żyjemy po staremu.

5. Dlatego tak ważne jest dla nas biednych ludzi to co Jezus dla nas zrobi, czego dokona, czym nas obdarzy a nie tylko to, czym nas pouczy, co nam pokaże.

6. To co Jezus dla nas zrobił zawarte jest w Jego Krzyżu – męce i śmierci. Męka i śmierć Jezusa nie jest tylko zachętą i przykładem, ale konkretną pomocą, której skutków doświadczać możemy wszędzie i w każdych czasach. Jest to wyciągnięcie ku nam Jezusowej ręki, która wskrzesza nas, uzdrawia, wyciąga z bagna grzechów.

7. Powtórzmy to wszystko posługując się pewnym banalnym porównaniem. Rozbolały nas zęby. Czego oczekujemy od dentysty gdy wybierzemy się do niego? Czy wyrzutów – dlaczego nie dbaliśmy o zęby? Czy instrukcji jak należy myć zęby? Czy przykładów ludzi, pokazanych np. na zdjęciach, którzy mają wspaniałe uzębienie? Nie! – oczekujemy, że nam pomoże, że zacznie leczyć, albo wyrwie – w każdym razie przyniesie ulgę. Owszem może i powinien nas później zrugać, zbesztać. Może później przypomnieć i zachęcić do właściwej opieki nad uzębieniem, ale dentysta chce nam przede wszystkim konkretnie pomóc.

8. Przykład ten pasuje do opisania naszego sposobu rozumienia i przeżywania chrześcijaństwa. Szukamy w naszej wierze mądrości, nauki. Szukamy wzruszenia i zachęty. Szukamy uspokojenia i pociechy. Szukamy tylu rozmaitych drugorzędnych rzeczy a pomijamy to, co Jezus chce nam dać w pierwszym rzędzie – swoje zbawienie. Słuchamy o Jezusie, uczymy się o Jezusie, podziwiamy Jezusa a nadal jesteśmy daleko od Niego, nadal jesteśmy bezsilni i martwi.

9. Dlatego nie pomijając tego co robimy zróbmy wpierw to co najważniejsze – poprośmy Jezusa, by wszedł w nasze życie, by to życie przemienił, by to życie uzdrowił.

10. Może ktoś powie – czy ja tego nie robię, czy ja nie proszę o to Jezusa w modlitwie? Może tak jest i naprawdę, ale nie chodzi o to, co jest wymawiane tylko naszymi ustami, ale o to, co jest w głębiach naszego serca, na co zgadza się też nasza wola.

11. Nie jest, wbrew pozorom, łatwo powiedzieć Jezusowi – „Zrób porządek w moim życiu”. Człowiek obawia się wpuścić kogoś innego w sferę swej prywatności, osobistego życia. Czy łatwo byśmy wpuścili jakiegoś człowieka do naszego domu, by zrobił nam porządek? Czy nie powstrzymywał by nas wstyd, że ten ktoś zobaczy nasze brudy? Czy by się nie buntowała nasza zraniona duma, że nie możemy poradzić sobie ze sprzątaniem sami? Albo może powstrzymywać nas obawa, że ten ktoś zamiast posprzątać wyniesie nam z domu coś cennego. Wbrew pozorom człowiek nie jest skłonny do proszenia o pomoc, bo to pokazuje jego słabość, niemoc, bezradność a człowiek nie lubi się do tego przyznawać. Człowiek nie lubi prosić bo czuje się zagrożony.

12. Dlatego też trudno nam stanąć przed Jezusem i uznać się biednym, ślepym i nagim – proszącym o pomoc. Boimy się przyznać do naszych słabości i brudów bo zwyczajnie lękamy się, że będziemy wyśmiani, zlekceważeni, zranieni. Ma to swoje źródło w naszym ludzkim doświadczeniu – nauczyliśmy się nie ufać ludziom, sparzyliśmy się wielokrotnie, niejeden raz przeżywaliśmy rozczarowanie takim, czy innym człowiekiem.

13. Nasze przykre doświadczenia z ludźmi przenosimy na Boga. Nie ufamy ludziom i w ten sposób nauczyliśmy się nie ufać Bogu. Gdzieś głęboko, podświadomie tkwi jak cierń myśl, że może Bóg chce nas wykiwać, że nie jest taki za jakiego się podaje, że może w ogóle go niema? Jeśli tak jest, a często tak bywa, to nic dziwnego, że nie rzucamy się w Boże ramiona, bo boimy się zwyczajnie, że tych ramion nie będzie, albo będą to ramiona bestii, która będzie chciała nas podstępnie zniszczyć.

14. Trudno znaleźć tu osobistą naszą winę. Odpowiedzialność spoczywać raczej będzie na naszym wychowaniu, historii naszego życia, naszych doświadczeniach zwłaszcza tych złych.

15. To wszystko sprawia, że jesteśmy czasami dobrymi teologami, ale nie jesteśmy jeszcze chrześcijanami – dlatego, że chrześcijaństwo to Bóg w sercu a nie tylko wiedza w głowie. Można być doskonałym znawcą teologii i być człowiekiem niewierzącym.

16. Jakie wnioski możemy wysnuć dla naszego życia? Co robić, by spotkać się osobiście z żywym Bogiem? Trzeba uczyć się zaufania, trzeba ćwiczyć się w poznawaniu Boga jako tego, który nas kocha do końca i bezwarunkowo i który nie chce naszej krzywdy i poniżenia. Świadomość, że jesteśmy kochani pozwoli nam powierzyć się Bogu, spotkać się z Nim. Doświadczyć Bożego zbawienia, doświadczyć owoców męki i śmierci Jezusa.

17. Pomocą w przezwyciężaniu naszej nieufności może być refleksja nad tym, co od Boga otrzymaliśmy. Refleksja nad darem może nas doprowadzić do poznania kim jest dawca – jaki jest jego charakter i jakie są zamiary względem nas. W rezultacie pozwoli nam to zaufać Bogu.

18. Spróbujmy najpierw spojrzeć na to co możemy otrzymać ze świata a następnie to co może nam ofiarować Bóg.

19. Co możemy otrzymać cennego w swym życiu? Możemy otrzymać spadek po naszych krewnych – może jakiś niespodziewany, duży, który sprawi, że w tych trudnych czasach w jakich przyszło nam żyć, będziemy mogli jakoś się urządzić, kupić mieszkanie, wyjść z wiecznych długów, przestać się lękać o to, co da się jutro jeść swojej rodzinie. Bogu dzięki, że ominą nas materialne kłopoty, ale czy znaczyć to może, ze mamy już wszystko co w naszym życiu jest potrzebne?

20. Co więcej możemy otrzymać cennego w swym życiu? Możemy spotkać się z uznaniem i życzliwością ludzi. Nasza praca zostanie zauważona, doceniona, pochwalona. Nie chodzi tu w pierwszym rzędzie o wymiar materialny, finansowy – premie czy podwyżkę, chodzi o wymiar duchowy – duchowe wsparcie, dzięki któremu poczujemy własną wartość, pozycję, znaczenie. Społeczne uznanie jest często, a nawet zawsze, ważniejsze, od pieniędzy. To wielki dar – cieszyć się sprawiedliwym uznaniem, ale czy to może wypełnić nasze życie?

21. Co możemy otrzymać cennego w swym życiu? Zdrowie! Nie ma rzeczy tak cennej w życiu jak nasze zdrowie. Nie zawsze to doceniamy, niekiedy zaniedbujemy, ale kiedy je tracimy doświadczamy jego wartości. Dlatego wielkim darem w naszym życiu jest dar wróconego zdrowia. Jak wdzięczni jesteśmy lekarzowi, gdy jego działania, nawet bolesne, przyniosły nam ulgę w cierpieniu. Wdzięczni mu jesteśmy, gdy jego wiedza i doświadczenie wyciągnie nas z beznadziejnych czasami stanów i sytuacji. Bogu dziękować, gdy jesteśmy zdrowi, cieszyć się trzeba, bo jest czym, ale czy to wszystko?

22. Te wszystkie rzeczy o których mówiłem – pieniądze, ludzka życzliwość i akceptacja, zdrowie, są niewątpliwie potrzebne, ale nie mogą porównać się z darem jaki ma dla naszego życia nasz Pan Jezus Chrystus. Zobaczmy co otrzymaliśmy od Boga i niech zachęci to nas do zaufania, do dziecięcego, ufnego oddania Mu swego życia.

23. To on zachęcał nas do gromadzenia skarbów nie tu na ziemi, ale w niebie, gdzie mól i rdza nie niszczą, ani złodziej nie kradnie. Tym skarbem jest On sam. To on zachęcał nas do szukania drogocennej perły – wiary dającej życie wieczne. Perły wartej tego, by wszystkiego w życiu się wyzbyć, by zdobyć to co najcenniejsze.

24. To Jezus przestrzegał nas, by nie bać się tego, kto może zatracić nasze ciało, zniszczyć nasze życie doczesne, fizyczne (możemy tu widzieć także nasze zdrowie). Mamy bać się tego, który nasze życie ma moc zatracić w piekle.

25. Jezus jest wreszcie tym, kto nie tylko chce nas leczyć, ale jest rzeczywiście skutecznym lekarzem. Lekarzem, dodajmy, nie tylko ciała, ale także naszej duszy.

26. Jezus jest tym, kto daje nam całego siebie. Daje nam swoje ręce, które nas błogosławią. Daje nam swoje nogi, które spieszą ku nam z pomocą. Daje nam swe oczy, które patrzą na nas z miłością. Daje nam swoją Matkę. Daje nam swoje Ciało, byśmy się nim posilali. Co można jeszcze dać więcej? Albo co może być darem w tym życiu a nie jest podarowane nam przez Jezusa?

27. Spójrzmy na Jezusa wiszącego na krzyżu. Zobaczmy Go jako wielki dar dla naszego życia. On daje nam swoje serce. Chce by nasze serca z kamienia zostały zastąpione przez Jego serce. By w naszych piersiach biło Jego serce, by w naszych żyłach płynęła Jego krew. By każde uderzenie naszego przemienionego serca było przypomnieniem, że Jezus nas kocha.

28. Jezus jest wielkim darem dla każdego z nas. Ale jakże pragnie, jakże oczekuje, by i nasze życie stało się darem. Byśmy składali nasze życie jako dar Bogu, byśmy powiedzieli, że nie my jesteśmy właścicielami samych siebie, że nie my rozporządzamy naszym życiem, ale Bóg, który ma ku temu pełne prawo, bo On nas stworzył i odkupił.

29. Złożenie życia w darze Bogu oznacza i zakłada złożenie swego życia w darze ludziom. Nie można kochać Boga, którego się nie widzi i nie kochać człowieka, którego się widzi. Ten człowiek musi być rozumiany bardzo konkretnie – mój mąż, żona, ojciec, matka, dziecko, sąsiad, znajomy, kolega z pracy. To im konkretnie należy ofiarować siebie, swój czas, swoje zdolności, czasami swoje dobra materialne a przede wszystkim swoją miłość.

30. Jezus wiszący na krzyżu, mówiący o swej miłości, wzywa nas dzisiaj do rewidowania naszych postaw, naszych zachowań. Chce byśmy byli w naszym życiu przedłużeniem Jego rąk, przedłużeniem Jego miłości.

31. Spojrzymy na Chrystusa wiszącego na krzyżu. Najczęściej przedstawia się Go jako umęczonego, straszliwie poranionego. Chrystusa, który przed chwilą oddał ducha. Artyści dokładają niekiedy wielkich starań by z odpowiednim dramatyzmem pokazać detale męki Chrystusowej: przebite ręce i nogi, bok, cierniowa korona, grymas bólu i skrajnego umęczenia na twarzy. Czasami Chrystusowe ciało przedstawiane jest w jakiś konwulsjach, poskręcane, by podkreślić ogrom Chrystusowej męki.

32. Taki styl przedstawiania Jezusa na krzyżu dominuje, jest najczęściej spotykany, ale jest też inny sposób przedstawiania Chrystusa. W ten inny sposób przedstawiano Chrystusa zwłaszcza w starożytności i wczesnym średniowieczu kościoła. Chrystus wisi na krzyżu, ale jest to zupełnie inny styl i koncepcja przedstawienia postaci. Chrystus jest żywy, ubrany w przebogate kapłańskie szaty, ma otwarte oczy, jest przybity do krzyża, ale jego postać jest pełna dostojeństwa, majestatu, wyprostowana, pełna mocy. Krzyż Chrystusa nie jest w tym wypadku, przynajmniej nie jest to akcentowane, szubienicą, narzędziem tortur, ale tronem wielkiego majestatu, miejscem wywyższenia, miejscem zwycięstwa.

33. Ten styl przedstawiania postaci Chrystusa pokazuje nam wyraźnie, że śmierć Jezusa na krzyżu nie jest zwycięstwem szatana, ale dziełem Zbawienia, zwycięstwem wcielonego Syna Bożego. Wizerunek krzyża nie jest wizerunkiem naszej przegranej. Słowa jednej z mszalnych modlitw mówią: „A szatan, który na drzewie zwyciężył, na drzewie również został pokonany”.

34. Krzyż Chrystusa jest Jego wielkim zwycięstwem, ale także naszym w Nim zwycięstwem.

35. Ten wizerunek Chrystusa, takie przedstawienie Jego postaci, ukierunkowuje nas na właściwsze przeżywanie faktu Jego śmierci. Nie może to być tylko zwykła żałoba, płacz, poczucie przegranej, współczucie. Właśnie w ten sposób obchodzono kiedyś choćby Wielki Piątek, kiedy w czasie Liturgii Męki Pańskiej kapłan zakładał żałobne, czarne szaty.

36. Dziś przywraca się właściwszy akcent. W Wielki Piątek kapłan zakłada czerwony ornat, by nawet tym kolorem głosić miłość Chrystusa, dary jego łaski – krew przelaną dla naszego zbawienia, nasz okup; by głosić królewskość Chrystusa, jego majestat i chwałę.

37. Zbliżmy się zatem do krzyża Chrystusa, do tronu Jego łaski, pozwólmy dotknąć się Jego miłości, niech Jego krew obmyje nas zupełnie z naszych grzechów. Chrystus zwyciężył, niech nasze zjednoczenie się z nim będzie i naszym zwycięstwem. On nas wszystkich woła, chce zgromadzić wokół siebie. Pozwólmy Mu działać w naszym życiu. Pomyślmy jak wiele nam daje, całego siebie. Zaufajmy Mu i otwórzmy nasze serca. Wpuśćmy Go do naszego życia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: