Figowa gałązka

 (33 niedziela zwykła, B)

Zadziwia mnie bardzo prostota ewangelii. Nie przypomina ona zupełnie jakiś skomplikowanych systemów filozoficznych, zawiłych i mętnych teorii, trudnych do pojęcia systemów naukowych. Jezus mówi tak prosto i zwyczajnie: Człowieku, popatrz na drzewo figowe. Popatrz na jego gałązki i ucz się.

W Polsce nie mamy rosnących drzew figowych, ale mamy nasze swojskie topole, wierzby i brzozy. Te nasze polskie drzewa też mogą nas wiele nauczyć.

Czego może nas nauczyć lipa? Gdy zauważysz, że wokół ciebie rośnie coraz więcej „lipy” (rozumiesz o co mi chodzi?), to zmobilizujesz się, by czujnie rozpoznawać kłamstwo, by je odrzucać, nie pozwolić dać się sobą manipulować. Zmobilizujesz się, by prawdę nazwać prawdą a lipę, lipą.

Albo ty, maturzysto, czego możesz się nauczyć, gdy spojrzysz na nasz polski kasztan? Czy nie rozbłyśnie w twojej głowie prorocza prawdziwie myśl, że kasztan zakwita w początku maja? A ten czas to czas twoich egzaminów? Wiec może by tak przysiąść już teraz, do nauki, by przeżyć spokojniej ten majowy czas?

Albo jaka nauka może płynąć ze zwalonego wichrem drzewa? Widzisz przewrócone drzewo. Dziwisz się, że tak potężne drzewo pokonał wiatr. Ale gdy podejdziesz bliżej zobaczysz, że potęga drzewa była tylko pozorna, że drzewo jest w środku spróchniałe i puste.

Łatwo to odnieść do siebie. Odebrać to jako wezwanie, by samemu nie być pustym, by samemu nie byś spróchniałym. A przez to oprzeć się wichrom i burzom. Te zawsze przyjdą, na każdego. I będą chciały cię złamać, zniszczyć. A ty musisz być zdolny, by się przeciwstawić, by się nie dać przeciwnościom życia.

Albo drzewa w sadzie. Pamiętam jak będąc chłopcem dziwiłem się memu ojcu, gdy widziałem go obcinającego gałęzie w sadzie. Myślałem – przecież to niszczenie drzewa. I po dziecinnemu – przecież to musi strasznie boleć. Później zrozumiałem, że trzeba obcinać to, co uschnięte, a nawet to, co zdrowe, ale zbyt gęste – nie pozwalające drzewu właściwie się rozwinąć. Nie może rosnąć dziczka, byle jak, byle gdzie i nie wiadomo po co. Tak samo i my – ludzie – musimy formować się, przycinać. Choć to faktycznie czasami może być bolesne. Robimy to, by nie zdziczeć, by stać się kimś szlachetnym, by mieć gatunek, by pięknie owocować.

Różne lekcje można zatem pobierać od drzew. Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje nam lekcję kolejną. Można ją zatytułować – „czas”, albo „przemijanie”. Gałązka bez liści, ale nabrzmiała życiodajnymi sokami pokrywa się zielenią. Potem przyjdzie pora na kwiat, potem na owoc, potem wszystko opadnie i pozostanie naga gałąź i wszystko zacznie się od nowa.

Czas, cykl przemijania, ciągłe powroty. Wiosna, lato, jesień, zima. Ciągle to samo, ale wiemy, że to koło nie tylko obraca się wokół siebie, ale toczy się po linii czasu, przybliża nas do kresu naszych dni.

Ta jesień jest jak każda jesień – tak samo chłodna, deszczowa, mglista. Ale każdy z nas może dać jej numer. Możemy powiedzieć, że to piętnasta jesień mojego życia, albo czterdziesta pierwsza, albo osiemdziesiąta.

Blisko, coraz bliżej. Nie zatrzymamy czasu, on biegnie niezależnie od naszej woli, niezależnie od naszej wiary, modlitw, grzechów czy niewierności. Czas biegnie, by w końcu zaprowadzić nas przed oblicze naszego Stwórcy i odkupiciela.

Z czym staniemy przed jego obliczem?

Nie jest moim zamiarem straszenie kogokolwiek boskim sądem i karaniem. Ja boję się czegoś innego. Zawsze głęboko wierze w boskie miłosierdzie, ale smucę się tym, że wielu ludzi, na tym boskim sądzie, zwyczajnie i po ludzku, jak to mówimy, spali się ze wstydu, czy też zapadnie pod ziemię, czy też ucieknie gdzie pieprz rośnie.

Wypada może przeprosić za ten trywialny nieco język, ale jak inaczej mówić o tajemnicy życia wiecznego? Musimy zatem pomagać sobie jak umiemy, przywołując pewne obrazy, które może niosą więcej treści niż skomplikowane teologiczne formuły i pojęcia.

Wyobrażam sobie zatem boskie przesłuchanie, na którym padnie tylko jedno pytanie. Powiedz mi – powie Bóg – o swojej miłości. Czy kochałeś swoich parafian (jeśli jesteś księdzem), swoje dzieci na katechezie? Czy kochałeś swoją żonę, męża? Czy umiłowałeś swoje dzieci? Czy umiłowałeś Polskę, tych którzy tu żyją i mieszkają?

Czy kochasz? Podstawowe pytanie! Czy kochasz tych, których trudno kochać, którzy myślą inaczej, albo inaczej wierzą, albo wcale nie wierzą? Czy kochasz swoich nieprzyjaciół?

Miłość to sam rdzeń naszej wiary. Istota. Religia to nie system nakazów i zakazów, ale wielkie wezwanie do miłości.

To wezwanie dziś tak bardzo osobiście kieruje Bóg do twojego serca.

Prosi o miłość. Tylko o miłość. Aż o miłość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: