Religia i pilot do telewizora

Wpadł mi ręce artykuł ks. Krzysztofa Pawliny: „Religijność młodego pokolenia” (Niedziela nr 46, 12 listopada 2006, s.20.). Ciekawy – wart przeczytania. Odsyłając do papierowego lub internetowego wydania Niedzieli przytaczam w tym miejscu kilka cytatów dopisując do nich moje komentarze.

Lojalność wobec wyznania, wobec Pana Boga ciągle utrzymuje się na dość dobrym poziomie. Na pytanie: Czy jesteś osobą wierzącą – ponad 70% młodzieży odpowiada „tak”. Zmiana widoczna jest na płaszczyźnie praktyk religijnych. W 1988 r. prawie 50% młodzieży w Polsce praktykowało religię systematycznie. W 2005 r. – tylko 36%. Załamanie w praktykach systematycznych następuje między 15. a 18. rokiem życia. Zwiększa się wskaźnik tych, którzy praktykują rzadko. W 1988 r. takiej młodzieży było 10%, a w 2005 r. -19%. Wzrasta też liczba osób niepraktykujących w ogóle – z 4% do 10%.

Dla mnie te wyniki są koszmarnym potwierdzeniem tego co widzę i czuję. To jest totalna zapaść Kościoła, albo lepiej odsłonięcie jego słabości. W końcówce gimnazjum i szkole średniej „katechizujemy” głównie pogan. Wierzący są w mniejszości. I mam wrażenie, że ta mniejszość to bezradne, zagubione stadko a nie jakaś „pierwsza kadrowa” przyszłej wiosny Kościoła.

Ostatnio ktoś twierdził, że ta wiosna wyjdzie z Polski. Nie byłbym tego taki pewny. Uważam, że pięknie by było, gdyby udało się w Polsce utrzymać chrześcijańskie przyczółki do czasu przybycia do nas misjonarzy z Chin. Byłoby to piękne, ale czy realne?

Zauważa się dwie tendencje. Pierwsza: liczba osób szukających religii, odczuwających głód transcendencji – nie spada. Dla prawie 90% młodzieży wiara religijna, choć w różnym stopniu, ma istotną wartość w ich życiu osobistym.Druga tendencja: zwiększa się zbiorowość ludzi religijnych, którzy nie potrzebują Kościoła. Dla przykładu – około 5% deklarujących się jako głęboko wierzący w ogóle nie chodzi na Mszę św., nie przystępuje do spowiedzi. Ale są to ludzie, którzy deklarują, że mają kontakt z Bogiem. Krótko mówiąc: Kościół traci na znaczeniu, a religia zyskuje nowe oblicze.

To pierwsze wydawać się może pocieszające. Może dzięki temu, że są wśród ludzi „nastawione ciekawością uszy” jest szansa na dotarcie do nich z ewangelią? Będąc jednak zawodowym sceptykiem mam podejrzenie, że owa „religijność” ma charakter czysto użytkowy – po prostu przydaje się do czegoś człowiekowi (nadaje sens, daje pociechę, czy dostarcza wrażeń – o czym ksiądz Pawlina pisze w dalszej części).

Jest piękna ilustracja takiego podejścia do wiary i Kościoła. W filmie Andrzeja Wajdy „Ziemia obiecana” jest scena pogrzebu fabrykanta Bucholz’a. W jego trakcie jeden z bohaterów – Żyd Moryc – szykując się do zmiany religii, chwali zalety katolicyzmu. Mówi tak: „Jestem człowiek, który kocha i potrzebuje piękne rzeczy. (…) Jak ja się narobię cały tydzień, to ja potrzebuje odpocząć. Ja chcę pójść do ładnej sali, gdzie są ładne obrazy, ładne rzeźby, ładna architektura, ładna ceremonia… i kawałek ładnego koncertu” Inny z bohaterów, Karol, dodaje: „On lubi te nasze ceremonie, te kolory, te zapachy, te dzwonki, te śpiewy (…) On [na kazaniu] musi słuchać delikatnego mówienia o sprawach wyższych (…) i od tego człowiek ma humor i ochotę na życie.” I znowu Moryc dodaje: „Czy ja idę do kościoła, żeby się denerwować? Ja mam nerwy i ja nie jestem cham. Ja nie lubię się gnębić.” (Można tego posłuchać w mp3 [tutaj] )

Najgorzej wygląda sprawa moralności, zwłaszcza jeśli chodzi o życie seksualne. Na pytanie o współżycie przedmałżeńskie w 1988 r. 34% stwierdzało, że można współżyć przed zawarciem związku małżeńskiego. W 1998 r. już 62% twierdziło, że tak, a w 2005 r. odsetek tak myślącej młodzieży w aglomeracjach miejskich sięga prawie 80%. W przypadku środków antykoncepcyjnych obserwujemy również niechlubną tendencję wzrostową. Młodzi ludzie nie widzą tu problemu. Uważają po prostu, że można je stosować.

Ksiądz Pawlina dodaje też, że rośnie liczba osób akceptujących życie w wolnych związkach. W praktyce wygląda to często tak, że młodzi żyją kilka lat i wreszcie przychodzą do kościoła, gdzie biorą ślub i często od razu chrzczą swoje dziecko. Ma to już rozmiary epidemii.

Tak czy inaczej ta młodzież przyjdzie kiedyś „na zapowiedzi” i będzie płynnie odpowiadać na pytania księdza – Czy  uznaje Pan zasady etyki katolickiej w planowaniu rodziny? – Tak! Nie wiem jak inni księża, ale ja mam wrażenie, że cały czas ktoś mnie robi w trąbę (nie spotkałem też jeszcze w kancelarii kogoś, kto miałby problemy z nadużywaniem alkoholu).

Diagnozy socjologiczne mówią o pewnych zmianach religijności. Nie zapowiadają upadku religijności w przyszłej Polsce, mówią jednak o zmianach. Zmiana polega m.in. na przejściu od religijności dziedziczenia do religijności przeżywanej. Religijność przestaje być wartością tradycyjną, a staje się doświadczeniem osobistym. Oznacza to, że jeśli ktoś urodził się w rodzinie wierzącej, to wiara nie zostaje mu przekazana automatycznie. Dziś człowiek sam chce decydować, wybierać.

A to akurat pocieszający dla trend. Właśnie dzięki takiemu widzeniu spraw mówię nie o „załamaniu religijności” a o „odsłonięciu słabości”. Bo gdy przed pięćdziesięciu lat ktoś rodził się w katolickiej rodzinie i zostawał katolikiem bo „jakże by tu inaczej?” czy „czy taki to już los!” to ja to nie nazywam wiarą tylko przekazem kulturowym. Teraz „można już inaczej” i „los jest w moich rękach”, ale wewnętrznie nic się nie zmieniło – jak było dziadostwo tak zostało. Dzisiaj jest tylko bardziej widoczne.

„W mojej parafii jest nudno, a tu jest fajnie” – tak mówią młodzi po spotkaniach i w Lednicy, na Diecezjalnym Dniu Młodych czy po spotkaniu Wspólnoty Taize. Dlaczego nudno? W parafii – zwykłe życie Kościoła: Msza św., Różaniec, nabożeństwo majowe. A dużych spotkaniach jest jakieś mocne przeżycie. Dlatego jest „fajnie”. Wielu młodych ludzi szuka coraz mocniejszych wrażeń duchowych. Nie od rzeczy jest stwierdzenie że rośnie liczba młodych, którzy religię traktują jak telewizor z pilotem. Dopóki daje poczucie przeżycia i pobudza, pozostaję przy niej. Gdy zaczyna wymagać, proponuje modlitwę rytmem formuł właściwych życiu liturgicznemu – przełączam na inny kanał albo wyłączam się. Emocje i doznania duchowe są dziś młodych produktem, a Kościół sklep z konkretną ofertą duchową. Oczekują ofert tego, co duchowo „fajne”.

Dla mnie jest to druzgocząca diagnoza. I prawdziwa. Ale jeśli prawdziwa to należałoby coś dopowiedzieć. Nie cieszmy się Lednicą, nie cieszmy się spotkaniami z papieżem, nie cieszmy się pielgrzymkami i tym że jakaś konkretna akcja zaskoczyła i udała się. Nie cieszmy się, bo to jest prawdopodobnie bardzo powierzchowne, bardzo egoistyczne, zwrócone na użytkowość (jeszcze raz wspomnijmy Moryca). Bóg, religia i Kościół staje się bożkiem na ludzkich usługach.

Ale jest jeszcze około 5% młodych ludzi związanych z ruchami. Oni prowadzą życie na innym poziomie.

Jakoś się nie mogę doliczyć tych 5% u siebie i u swoich kolegów. I jakoś nie widzę tego innego poziomu (w domyśle głębi czy szczytów). Powtórzę raz jeszcze: nie widzę „pierwszej kadrowej”.

I jeszcze ilustracja danych pochodzących z badań ks. Krzysztofa Pawliny.

 Gdyby podobny wykres (spadku produkcji i wzrostu reklamacji – bo tak to można w pewnym sensie komentować) pokazano na spotkaniu rady nadzorczej jakiejś firmy to z miejsca by wykopano zarząd i prezesa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: