Bądźcie wdzięczni za każdą minutę swojego życia

Jak jednak być wdzięcznym, gdy w naszym życiu, wokół nas, jest tyle okropieństw? Ogarnia nas przerażenie, gdy słyszymy o kolejnym samobójczym ataku, szaleńcu strzelającym do ludzi na ulicy, seryjnym gwałcicielu-mordercy, czy uczniu, który przynosi broń do szkoły i strzela z niej do swych kolegów.
Są to sygnały z dalekiego świata, często ze Stanów Zjednoczonych, mamy jednak wrażenie, że to wszystko jest coraz bliżej, że stoi we drzwiach. Rodzą się wtedy pytania – dlaczego się tak dzieje, co jest tego przyczyną. Szukamy przyczyn i szukamy winnych.
Chciałbym rozpocząć poszukiwanie odpowiedzi od dłuższego cytatu. Chciałbym odczytać list krążący w Internecie, który został napisany w USA (prawdopodobnie) a ostatnio dotarł do Polski i został przetłumaczony. Dotyka on realiów życia i sytuacji Stanów Zjednoczonych, ale daje on, sądzę, wiele do myślenia. Posłuchajmy:
„(…) W świetle niedawnych przypadków strzelaniny w szkołach Massachusetts i Kalifornii, jak również ostatnich tragedii w Nowym Jorku, Pensylwanii i Waszyngtonie, zastanówmy się, kiedy się to wszystko zaczęło?
Kiedy (…) [pewna kobieta] złożyła skargę, że nie życzy sobie żadnych modlitw w naszych szkołach, a my powiedzieliśmy – OK.
Następnie, ktoś powiedział, abyśmy lepiej nie czytali w szkołach Pisma Świętego. Pisma Świętego, które powiada „nie zabijaj”, „nie kradnij”, „kochaj bliźniego jak siebie samego”. I powiedzieliśmy – OK.
[Inny autorytet] powiedział, że nie powinniśmy karać klapsem naszych dzieci, kiedy one zachowują się nieprawidłowo, bo ich małe osobowości mogą być wykrzywione, i możemy naruszyć ich poczucie wartości (…). I byliśmy przekonani, ze ekspert powinien wiedzieć, co mówi, wiec powiedzieliśmy OK, nie będziemy im więcej dawać klapsów.
Potem ktoś powiedział, że nauczyciele i dyrektorzy szkol nie powinni karać naszych dzieci, kiedy się źle zachowują. I władze szkolne powiedziały, że żadnemu nauczycielowi nie wolno dotknąć ucznia, kiedy się źle zachowuje, bo nie chcemy przecież zlej opinii o szkole, i oczywiście, nie chcemy być ciągani po sadach. (Istnieje duża różnica pomiędzy karaniem a dotykaniem, biciem, wstrząśnięciem, upokorzeniem, kopaniem, itd.) A my przyjęliśmy ich argumenty.
Następnie ktoś powiedział: – pozwólmy naszym córkom mieć aborcje, kiedy zapragną, i nie muszą one nawet informować o tym rodziców. I powiedzieliśmy – co za wspaniały pomysł!
Potem, jakiś mądry członek rady szkolnej powiedział, ze odkąd chłopcy są chłopcami, to tak czy inaczej będą TO robić, dajmy wiec naszym synom tyle kondomów, ile potrzebują, aby mieli całą tę radość, której pożądają, a my nie powiemy o tym ich rodzicom, że dostają kondomy w naszych szkołach. I powiedzieliśmy, że jest to następny wspaniały pomysł.
Następnie jakiś wysoki, wybrany przez nas oficjał, powiedział, że nie jest ważne, co robimy prywatnie, jak długo wykonujemy dobrze naszą pracę. I my, zgadzając się z nim, dodaliśmy, że nie jest ważne, co ktokolwiek, włączając w to naszego prezydenta, robi prywatnie, dopóki mamy prace, a ekonomia jest w porządku.
I ktoś powiedział, wydrukujmy kolorowe magazyny ze zdjęciami nagich kobiet, i nazwijmy to zdrową, zrozumiałą pochwałą piękna kobiecego ciała. I powiedzieliśmy, że nie mamy z tym problemu.
I ktoś jeszcze posunął tę pochwałę ciała nieco dalej, i opublikował zdjęcia nagich dzieci, i posunął się jeszcze dalej, czyniąc je dostępnymi w Internecie. A my powiedzieliśmy, że to jego prawo do wolności słowa.
I przemyśl rozrywkowy powiedział: – zróbmy telewizyjne programy i filmy promujące profanacje, przemoc i nielegalny seks. I stwórzmy muzykę, która zachęca do gwałtów, narkotyków, samobójstw i tematów satanistycznych. I my powiedzieliśmy, że to jest tylko rozrywka, że nie ma szkodliwych efektów, i skoro nikt nie bierze tego na serio, rozwijajmy tę rozrywkę szeroko.

Teraz, pytamy siebie dlaczego nasze dzieci nie mają sumienia, dlaczego nie odróżniają one dobra od zła, i dlaczego nie mają problemów z zabijaniem obcych, kolegów z klasy, i siebie. (…) Możliwe, że jeśli pomyślimy o tym wystarczająco długo i intensywnie, wyjaśnimy to sobie. Myślę, że tu pasuje: „Zbieramy to, cośmy zasiali!”
[ktoś kiedyś opublikował list pewnego ucznia]
„Dobry Boże, dlaczego nie uratowałeś tej małej dziewczynki w Michigan? Z poważaniem, zaniepokojony uczeń.”
[i odpowiedź Pana Boga]
„Drogi >zaniepokojony uczniu<. Wyrzucono mnie ze szkół. Z poważaniem, BÓG.
Śmieszne, jak łatwo jest ludziom obrzucać Boga błotem, i następnie zastanawiać się, że świat zmienia się w piekło.
Śmieszne, jak łatwo wierzymy w to, co jest w prasie i telewizji, ale podważamy wszystko, co jest w Piśmie Świętym.
Śmieszne, jak każdy chce iść do nieba, pod warunkiem, że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić czy robić cokolwiek, co nakazuje Biblia. Śmieszne, jak ktoś, kto powiada „Ja wierze w Boga”, wciąż idzie za Szatanem, który, nawiasem mówiąc, również „wierzy” w Boga.
Śmieszne, jak szybko jesteśmy gotowi oskarżać, ale nie być oskarżanymi.
Śmieszne, kiedy możesz wysłać tysiące „kawałów” poprzez e-mail, i one rozprzestrzeniają się jak pożar lasu, ale kiedy zaczniesz słać wiadomości o Bogu, ludzie zastanawiają się dwa razy, zanim podzielą się nimi z innymi.
Śmieszne, kiedy niemoralność, brutalność, wulgarność i nieprzyzwoitość latają wolne w cyberprzestrzeni, ale publiczne dyskusje o Bogu są zakazywane w szkołach i miejscach pracy.
Śmieszne, kiedy ktoś może być podniosłym, nabożnym chrześcijaninem w niedziele, i niewidocznym chrześcijaninem przez resztę tygodnia.
Wesoło ci? Śmiejesz się?
(…)
Śmieszne, jak mogę być bardziej przejęty tym, co inni o mnie pomyślą, niż tym, co pomyśli o mnie Bóg. (…) [wzięte z Internetu, tłum. Z. Labedzki]
Kochani, Bóg daje nam swoje prawo, każe czynić dobro a zakazuje zła. Proponuje nam swoją ścieżkę, która jest wąska, ale pewna, swoją bramę, która jest ciasna, ale prowadzi do pokoju. Bóg mówi: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.” (Mt 7,13-14)
Człowiek jednak mówi Bogu – nikt mi nie będzie rozkazywać – nawet ty. Sam będę wybierał, co mi się podoba – nie będę ci służył. W ten sposób popełnia grzech.
Człowiek w swojej naiwności myśli czasem, że swoim grzechem krzywdzi Boga. Tymczasem prawda jest taka, że to my sami siebie krzywdzimy, gdy grzeszymy. Tak jak krzywdzi siebie człowiek, gdy wybiera drogę, która prowadzi do nikąd lub wali głową w mur, w miejscu, gdzie jest on najgrubszy. Jedno z greckich słów służących do oznaczenia grzechu to słowo, które pierwotnie znaczyło „nie trafić do celu, do tarczy”. Grzech jest zatem błędem człowieka.
Jest też oczywiście buntem i obrazą Pana Boga, ale pamiętajmy, że Bóg sam ogołocił się z wszelkiej chwały i wybrał żłób. Zatem nie jest tak wrażliwy na swoim punkcie. Skoro mówi – „nie grzesz” to dlatego, że jest wrażliwy na punkcie człowieka. Tak go kocha, że nie może przeżyć jego zguby, jego błędu i konsekwencji. Mówi – „nie grzesz”, a gdy człowiek grzeszy mówi – „przestań, wróć, chcę ci przebaczyć”.
Powiedzieliśmy, że grzech jest błędem. W swoich najgłębszych postawach jest to błąd dotyczący całości ludzkiego życia i powołania. To zaś, do czego jesteśmy wezwani, to, czym powinniśmy wypełniać nasze życie to miłość. Powtórzmy te słowa Biblii, które padły już wczoraj: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13,8-10)
Zatem grzech to wszystkie te sytuacje, w których nie kochaliśmy, albo kochaliśmy za mało. Sytuacje, w których zdradziliśmy miłość albo uczyniliśmy z niej karykaturę. Te wszystkie sytuacje, w których mogliśmy kochać a nie chciało nam się i zaniedbaliśmy to. Wydarzenia, w których ktoś czekał na miłość w postaci słowa, gestu, pomocy… i nie doczekał się tego od nas.
Wielu ludzi podchodzi do grzechu z centymetrem i wagą – czy tyle jeszcze wolno, czy już nie? Czy tyle, to już grzech, czy dopiero za chwilę? Czy to mi wolno, czy już nie? Tymczasem nie centymetr i waga są nam potrzebne do mierzenia grzechu, ale serce.
W tym świetle spójrzmy na tę praktykę chrześcijanina jaką jest rachunek sumienia – zarówno ten codzienny, jak i ten, który czynimy przed spowiedzią. Może być on realizowany właśnie przy pomocy centymetra i wagi, ale jest to oznaka małej dojrzałości i wielkiego niezrozumienia. A może też być – i o to nam chodzi – wielkim budzeniem miłości.
Chciałbym zaprosić nas wszystkich do zrobienia takiego rachunku miłości. Jak się za to zabrać? Nie możemy tego zrobić tutaj, gdyż potrzeba do tego samotności, wyciszenia i piętnastu minut czasu. Teraz mogę przekazać tylko instrukcję. Gdy stworzymy odpowiednie warunki to zacznijmy od modlitwy dziękczynnej – przeglądajmy całe swoje życie i dziękujmy za wszystkie dary, dobrodziejstwa, błogosławieństwa. Wyławiajmy z naszego życia wszystko to, co było dobre, piękne, szlachetne, wielkie – zobaczymy jak wiele tego było. Gdy uda nam się to łowienie, to automatycznie powstanie w sercu wdzięczność i obudzi się miłość – jak dobry jest Bóg. I dopiero wtedy, z pomocą Ducha Świętego, można się przyjrzeć swoim słabościom, nędzy i błędom. I dopiero wtedy się nawracać, postanawiać poprawę. Bez miłości spojrzenie na swoją nędzę prowadzi do rozpaczy – to jest rachunek sumienia Judasza. Potrzeba nam rachunku Piotra, który widział swoja nędzę, widział swoją zdradę, ale spoczywał na nim jednocześnie wzrok Jezusa – to spojrzenie, które mówiło – „kocham cię”.
W tym moim przepisie na rachunek sumienia jest pewna trudność. Wielu ludzi jest tak doświadczonych przez los, że nie potrafią znaleźć w swoim życiu nawet odrobinki dobra, są tak zakręceni, że widzą swoje życie jako pasmo nieszczęść i zła. Za co więc czuć wdzięczność?
Chciałbym na to odpowiedzieć odwołując się do pewnego filmu. Kilka lat temu gościł na naszych ekranach oscarowy film „American beauty”. Film straszny, potworny – obraz nędzy i rozpaczy. Rozpad amerykańskiej rodziny – niezrozumienie, zdrada, pretensje, ciągłe udawanie, przemoc. Lester – główny bohater – postanawia żyć tak jak mu się podoba. Porzuca pracę, bierze się za narkotyki, usiłuje pójść do łóżka z nieletnią koleżanką swojej córki. Jest pełen cynizmu – o swojej żonie mówi: „wyczerpuje mnie samo patrzenie na nią”. W tym filmie występują sami popaprańcy, dilerzy narkotyków, homoseksualiści a przynajmniej pacjenci klinik psychiatrycznych. Film mógłby zostać wielką ohydą – ilustracją tych wszystkich problemów, o których była mowa w liście z Internetu, gdzie ludzie tworzą sobie swoje własne zasady i nie ma miejsca na Boga – gdyby nie jego puenta.
Film kończy się zastrzeleniem Lestera przez sąsiada homoseksualistę, krypto hitlerowca i sadystę. Lester leży z przestrzeloną głową i staje przed jego oczami całe jego życie – harcerski obóz, ręce babci, Carolyn – jego żona, Jane – córka. I widzi to w zupełnie innym świetle. I ważne są tu niesamowicie ostatnie jego myśli, które kończą film. Posłuchajmy ich: „Sądzę, że mógłbym być mocno wkurzony na to co mi się przytrafiło, Ale trudno pozostać wściekłym gdy jest tyle piękna na świecie. (…) i nie jestem w stanie czuć nic innego niż wdzięczność za każdą minutę :…mojego małego głupiego życia. Nie masz pojęcia o czym ja mówię, jestem tego pewien. Ale nie martw się. Kiedyś zrozumiesz.”
W tym filmie słowo Bóg pojawia się tylko wtedy, gdy Jane widzi swego ojca w kałuży krwi. Jestem jednak przekonany, że pojawił się tam prawdziwie Bóg ze swoją łaską.
Ten Bóg – wyrzucony ze szkół, z zakładów pracy, rodzin, ludzkich sumień. Bóg wyśmiany, wykpiony i zlekceważony. Bóg odepchnięty przez człowieka a przecież nie przestający go kochać.
Bóg dał Lesterowi łaskę zobaczenia swego życia we właściwym świetle. Swego życia, swojej żony, swojej córki. Lester umierał, ale na jego twarzy widniał uśmiech, odszedł w pokoju. Powtórzę raz jeszcze jego słowa: „…nie jestem w stanie czuć nic innego niż wdzięczność za każdą minutę :…mojego małego, głupiego życia”.
Nie życzę nikomu strzału w tył głowy i śmierci. Proponuję jednak modlitwę proszącą Boga o łaskę przejrzenia, łaskę zobaczenia swojego życia we właściwym świetle. Wtedy obudzi się w nas wdzięczność, wdzięczność obudzi miłość a miłość stanie się motywem odrzucenia grzechu i przemiany życia.
Nie strach przed piekłem, nie ślepe posłuszeństwo, tresura, ale miłość winna nas wzywać do porządnego życia, do nawrócenia i przemiany. „Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko /przyobleczcie/ miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni!” (Kol 3, 12-15) …za każdą minutę swojego życia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: