Ruiny Jeruzalem

Bóg mówi i świat mówi. Bóg chce nam przekazać swoją prawdę i świat swoją.

Bóg mówi przez swojego Syna. Bóg objawia siebie, to kim jest, przez wcielenie swojego syna. Dlatego św. Jan nazywa Jezusa Słowem. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. (J 1,1-3) Jezus jest słowem Boga, czyli Bóg chce nam coś powiedzieć.

Świat też chce nam coś powiedzieć. Mówi przez swoje gazety, telewizję, Internet. Leją się potoki słów. Słowa, słowa, słowa.

To co mówi Bóg różni się jednak od tego, co mówi świat.

Jest takie powiedzenie, które dobrze określa styl mówienia świata. Są to słowa: „Jak tu nie skłamać i prawdy nie powiedzieć”. Proszę przypomnieć sobie prawie wszystkie telewizyjne życzenia i gadania prezenterów z wigilii i dzisiejszego dnia: jedyna taka noc, niepowtarzalna atmosfera, cudowny dzień, pokój, pojednanie, uśmiech, ciepło, rodzina, choinka, opłatek, wigilijny stół, choinka i prezenty, gwiazdka na niebie i zapalona świeca. Zobaczmy – żadnego kłamstwa – wszystko to jest naprawdę. A jednocześnie nie ma powiedzianej prawdy najważniejszej – nie ma w tym wszystkim Boga. Krąży się wokół, porusza wszystkie sprawy, głaszcze się nawet wołka i osiołka, ale nie można przekroczyć pewnej granicy. Szczytem odwagi jest dotknięcie betlejemskiego żłóbka, ale już, Boże broń, nie wolno zajrzeć do środka. Nie wolno pokazać Tego, który tam jest.

A przecież dopiero Ten, który jest w żłóbku jest najważniejszy dla tej nocy i dla tego dnia. To On jest źródłem i fundamentem pokoju, pojednania, uśmiechu i szczęścia. Jednak słowo „Bóg”, słowo „Jezus”, jest słowem tabu – nie wolno, nie wypada, nie trzeba.

Jeśli nastawimy ucha na to, co mówi świat narażamy się, że ktoś nam ukradnie zasadniczą prawdę o tych dniach. I to się światu z powodzeniem udaje. Popatrzcie jak ukradziono św. Mikołaja. Był biskup a podmieniono go na przerośniętego krasnala, była Myra – miasto w obecnej Turcji, gdzie działał, ale zamieniono ją na Laponię, był święty a pokazuje się go czasem jako obleśnego dziada goniącego za panienkami z hasłem: „kup sobie sam prezenty, bo Mikołaj zajęty”.

Chyba nikt nie lubi złodziei, więc nadstawmy ucha na to co mówi w te święta do nas Bóg. Niech świat nie ukradnie nam Jego słów. Zapraszam zatem, by pochylić się nad Biblią i z dzisiejszych czytań mszalnych wyłowić prawdy ważne dla naszego życia.

Najpierw pierwsze czytanie: „Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem, wszystkie ruiny Jeruzalem!” (Iz 52,9b) Ta radość płynie z faktu, że Bóg przychodzi do człowieka. Ruiny Jeruzalem to życie każdego z nas. Życie, które się poplątało, zawaliło, życie które niesie tysiące problemów i smutków, życie, które może się nam zdać ciężarem nad miarę. I do tego życia, które tak wygląda przychodzi Bóg. Nie po to, by rozwalić ruinę buldożerem, ale by odbudować, nie po to, by osądzić, ale by pomóc.

Świat wcisnął nam poetykę pachnącego sianka, ale prawda o żłobie jest taka, że jest to wyposażenie stajni. A stajnia to miejsce gdzie jest smród i gnój. Jezus nie wybrał pałacu ze złota, ale stajnię. Jakby chciał powiedzieć, że nie brzydzi się naszego życia, które często taką stajnię przypomina. Mamy zatem powód do radości: „Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem, wszystkie ruiny Jeruzalem!”

Wszystko to jednak nie jest takie proste: mleko się rozlało – przyjdzie Jezus i posprząta, nabroiło się w życiu – Jezus przyjdzie i załatwi. Jezus chce odbudować nasze życie, ale nie każde życie będzie odbudowane. Od czego to zależy?

Ewangelista Jan mówi o Jezusie. „Przyszło [Słowo] do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. (J 1,11) Czyli Jezus może przyjść do jakiejś ruiny, rudery, czyjegoś poplątanego życia, a człowiek może powiedzieć: „nie chcę cię, zostaw mnie, odejdź”. Przychodzącego Jezusa można odrzucić. Człowiek jest wolny a Jezus szanuje tę wolność. Nie wchodzi na plac budowy bez naszego zezwolenia.

Mądrość prawdziwa jednak polega na przyjęciu Jezusa. Wtedy staje się rzecz niesamowita. Jan pisze: „Wszystkim tym jednak, którzy Je[zusa] przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.” (J 1,12a)

Czy możemy pojąć ten niesamowity cud? Ruina stała się dzieckiem Bożym. Nędza skończona stała się królewskim synem, plewy pszenicznym ziarnem, śmieć klejnotem.

Każdy z nas, kto przyjmuje do swego życia Jezusa może do siebie odnieść słowa zapisane w Liście do Hebrajczyków: „Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził. […] Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem. (Hbr 1,5bc) Gdy przyjmujemy Jezusa rodzimy się jako Boże dzieci.

I tu rodzi się bardzo ważny problem. Problem tego w jaki sposób traktujemy Jezusa.

Dla wielu ludzi, może dla wielu z nas, Jezus to piękna idea, wzruszająca legenda, albo nawet historyczna postać, ale postać, która działała w czasie przeszłym dokonanym, bez skutków w teraźniejszości. Dla wielu ludzi Jezus to ucieleśnienie ludzkich tęsknot i wyobrażenie ideałów. Dla wielu ludzi Jezus to nauczyciel życia, wzór dla naszego postępowania. Dla tych wszystkich ludzi mam bardzo złą nowinę – w ten sposób nie zdobędziecie zbawienia, nie odbudujecie swoich ruin, po prostu marnujecie czas.

Możecie się nawet wzruszyć i popłakać, możecie nawet poczynić dobre postanowienia, ale nic z tego: nie zdobędziecie zbawienia, nie odbudujecie swoich ruin, marnujecie czas.

Marnujecie czas, bo to nie idee i marzenia zbawiają człowieka. Nie pragnienia i chcenia. Nie wzruszenia i legendy odbudowują ruiny. Robi to Jezus – żywa konkretna osoba. Ktoś niewidzialny, ale jak najbardziej realny. Ktoś kto żyje, daje się poznać i z kim można wejść w relacje, w kontakt.

Wyobraźmy sobie pannę młodą, która przychodzi do ołtarza SAMA i bierze za męża wyśniony ideał, składa małżeńską przysięgę swoim marzeniom o księciu z bajki, ślubuje wierność swoim tęsknotom. No i co z tego? Marzenia, tęsknoty, ideały, a chłopa jak nie było tak nie ma. Dalej jest sama, dalej nic nie zmieni się w jej życiu, nikt nie przeniesie jej przez próg, nikt nie ucałuje, nikt nie obroni.

To może być obraz wielu z nas. Obraz naszej relacji do Jezusa. Mamy swoje tęsknoty, przeżywany swoje problemy, marzymy o zbawieniu, odbudowaniu naszych ruin, ale nie potrafimy, nie chcemy uznać prawdziwości i realności osoby Jezusa. Pozostaje on jakąś nieokreśloną ideą, wspomnieniem z dzieciństwa, wzruszającą historyjką.

Potrzeba czegoś innego. Trzeba nam uznać, że on jest. Jest blisko nas. Można go poznać i można z nim rozmawiać. Można go doświadczyć i można z Nim budować swoje życie. Trzeba nam uznać, że On jest. Żywy Bóg, który pełen miłości chce dać nam moc odbudowania naszych ruin.

Nie idea i abstrakcja nas zbawia, ale żywy Bóg, którego zaprosiliśmy do naszego życia.

Chcę zakończyć to kazanie w nietypowy sposób. Chcę zadać pracę domową. Proszę cię, siostro bracie, byś w kościele albo w domu, przy żłóbku albo pod drzewem w parku, gdziekolwiek to będzie, zapytał sam siebie czy wierzysz, że Bóg jest? Nie idea i ludzkie pragnienia, ale czy wierzysz, że istnieje Bóg żywy i prawdziwy? Realna i potężna osoba, która może cię zbawić, odbudować twoje ruiny? Jeśli odpowiesz: „nie wierzę” to daruj sobie swoje modlitwy, spowiedzi i chodzenie do kościoła. Marnujesz tylko czas. Nic ci to nie da.

Jeśli jednak wierzysz to pomódl się własnymi słowami, by przyszedł do twojego życia. Powiedz mu o wszystkim co czujesz i przeżywasz. Powiedz co cię boli, co się nie udaje i co jest ruiną twojego życia. I zaproś Go do swojego życia. Daj Mu w swoim życiu miejsce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: