Rzepka

Pamiętamy może wierszyk o rzepce Juliana Tuwima – tym, w którym dziadek chwyta za rzepkę, babcia za dziadka, wnuczek za babcię, mruczek za wnuczka i tak dalej.

Przypominam go dzisiaj, bo liturgia słowa odkrywa podobny łańcuch zależności – łańcuch miłości. Chciałbym byśmy odkryli, że miłość tak naprawdę jest jedna i niepodzielna. A mając wspólny punkt wyjścia realizuje się w różnych sferach i w relacji do różnych osób.

Jezus ogłasza: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” (Mt 22,37-40)

Jezus ukazuje tym samym dwa filary, na których wszystko się trzyma. Zawala się jeden filar to zawala się nie fragment dachu, ale cały dach. Gdy zawala się miłość Boga to zawala się miłość bliźniego. Gdy zawala się miłość bliźniego to zawala się miłość Boga.

Człowiek bez Boga zdolny jest jeszcze kochać w sposób naturalny swoich bliskich, tych, którzy sami go kochają, ale bez Boga, bez pomocy Jego łaski nie jest zdolny kochać bezinteresownie, kochać na przykład swoich nieprzyjaciół.

Bez miłości bliźniego znowu trudno mówić o prawdziwej miłości Boga. Chociaż może inaczej – mówić to można, bo gadanie zawsze jest tanie, ale praktykować w prawdzie tę miłość, jest rzeczą niemożliwą. Zaświadcza o tym sama Biblia, w Pierwszym Liście św. Jana czytamy: „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego. (1J 4,20-21)

Obie miłości są zatem niepodzielne. To tak naprawdę jest jedna miłość. Jeśli ona jest, to kocha się nią Boga i bliźniego. Jeśli jej nie ma, to nie ma jej zarówno w odniesieniu do Boga jak i do bliźniego.

Ale to nie wszystko. W dzisiejszej Ewangelii odkrywamy jeszcze inną miłość. „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.” (Mt 22,39b) Trzeba zatem kochać także samego siebie. I jest to miłość niezwykle ważna, wszak Jezus ukazuje tu zależność, kolejne ogniwo: będziesz kochał drugiego w takim stopniu jak kochasz siebie samego. Nie będziesz kochał siebie to nie będzie mowy o miłości bliźniego. Nie będziesz kochał bliźniego to zapomnij o prawdziwej miłości Boga. Wnuczek za babcię, babcia za dziadka, dziadek za rzepkę. Pada miłość samego siebie to wszystko się wywraca jak kostki domina.

Ta miłość siebie nie ma nic wspólnego z egoizmem. To jest akceptacja i szacunek dla samego siebie mająca swoje źródło w świadomości, że Bóg nas stworzył. Biblia, w Księdze Rodzaju tak opowiada: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.” (Rdz 1,31a)

Wbrew pozorom nie jest jednak łatwo kochać siebie. Kiedyś na jednych z rekolekcji oazowych prosiłem młodzież, by stając przed lustrem i patrząc na swoje odbicie i mając świadomość swojego życia powiedzieli jedną linijkę Psalmu 139: „Dziękuję Ci [Panie], że mnie stworzyłeś tak cudownie.” (Ps 139,14a) Wielu z tym ludzi nie potrafiło tego uczynić, słowa więzły im w gardle, nie potrafili tego wypowiedzieć.

To wielka tragedia, bo nie kochając, nie akceptując siebie, nie można kochać innych.

Kilka dni temu ktoś mi pokazał historyjkę o mędrcu siedzącym u bram miasta. Zbliżył się do niego wędrowca i zapytał: „Jacy ludzie mieszkają w tym mieście – źli czy dobrzy?” Mędrzec odpowiedział pytaniem: „A jacy mieszkali w mieście z którego wędrujesz?” Człowiek odpowiedział: „Źli”. Mędrzec na to: „W tym mieście także mieszkają źli ludzie”. Chwilę potem zbliżył się do mędrca inny wędrowiec i zapytał o to samo: „Jacy ludzie mieszkają w tym mieście – źli czy dobrzy?” I znowu Mędrzec odpowiedział tym samym pytaniem: „A jacy mieszkali w mieście z którego wędrujesz?” Człowiek odpowiedział: „W mieście, z którego wędruję mieszkali dobrzy ludzie”. Mędrzec na to: „W tym mieście też spotkasz dobrych ludzi”. Temu wszystkiemu przysłuchiwał się uczeń mędrca i pytał go: „Jak możesz raz mówić, że u nas mieszkają źli ludzie a raz mówić, że mieszkają dobrzy?” Mędrzec odparł: „To wszystko zależy od ludzkiego serca. Ten pierwszy wędrowiec ma złe serce. I wszędzie widzieć będzie złych ludzi – i w swoim mieście i w naszym mieście. Ten drugi ma serce inne, jest w nim miłość. Ten człowiek znajdzie dobrych ludzi w swoim mieście, w naszym mieście i wszędzie dokądkolwiek pójdzie.

Jest w tym jakaś ważna prawda i potwierdzenie tego, co mówiliśmy wcześniej. Człowiek, który ma w sobie miłość, akceptuje i szanuje siebie, ma dobre serce potrafi widzieć dobro, potrafi trafić do innego, pokochać go. Człowiek, który nie kocha siebie, wszędzie widzieć będzie zło, nie uszanuje i nie ukocha innych.

Jak człowiek może pokochać siebie? Przecież patrząc w to swoje lustrzane odbicie zauważać możemy defekty swojej urody. A nawet, gdy w chwili obecnej nie ma żadnego defektu, to rozum mówi, że z upływem czasu to wszystko przywiędnie. Ważniejsze jest jeszcze spojrzenie na swoje życie – wiele jest przecież w nim grzechu i rozmaitych świństw, które popełniliśmy. Czymś zatem naturalnym byłby niesmak, gdy patrzymy na siebie, nie-lubienie się, a co tu mówić o miłości samego siebie, a co tu mówić o tym, że jesteśmy cudownie stworzeni.

Droga jednak do pokochania samego siebie biegnie z innej strony. Nie patrzmy na siebie swoimi oczami, ale oczami Boga. Mam w swojej bibliotece książkę o bardzo mądrym podtytule: „Obyś widział siebie takim, jakim widzi ciebie Bóg”. A Bóg nas kocha, akceptuje, szanuje. Bóg potrafi oddzielić nas od naszych złych spraw – grzechu nie pochwala, grzech piętnuje, ale grzesznika kocha i nic tej miłości nie przekreśli. Człowiek nie potrafi zaakceptować samego siebie, a Bóg to właśnie czyni.

Mruczek za wnuczka, wnuczek za babcię, babcia za dziadka, dziadek za rzepkę. Tak było z rzepką. Miłość także pociąga za sobą miłość – powstaje długi łańcuch miłości – ogromny okrąg, który inaczej niż w geometrii ma swój początek i koniec – w Bogu.

Z Bożego serca bije nieprzerwanie i obficie źródło prawdziwej miłości.

Jeśli potrafimy na tę miłość otworzyć swoje życie i serce to będziemy mogli pokochać samych siebie.

Jeśli pokochamy samych siebie to pokochamy swego bliźniego

Gdy pokochamy bliźniego – pokochać możemy prawdziwie Boga.

Miłość powróci do swojego źródła.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: