Wołek i osiołek

Siostry i bracia, panowie i panie!

Najważniejsze wydarzenia w historii świata i zbawienia dzieją się w nocy. W nocy Bóg rozpoczął swe dzieło stwórcze. Noc była czasem wyprowadzenia Izraelitów z niewoli egipskiej. W nocy przyszedł na świat Jezus, w nocy spożył z uczniami ostatnią wieczerzę, gdy umarł na krzyżu zapadły głębokie ciemności. Ciemność też była świadkiem Jego zmartwychwstania.

Teraz też jest noc. Czy ta noc też będzie nocą cudów? Nocą Bożej łaski? Nocą Bożego zwycięstwa, ludzkiej przemiany? Nie wiadomo… Jest to niewiadome, nie dlatego, że Bóg jest kapryśny, że raz daje łaskę a kiedy indziej nie, ale dlatego, że zależy to także od człowieka.

Ktoś patrzący bardzo zewnętrznie może będzie się cieszyć. Przeżyliśmy udane rekolekcje. W ostatnich dniach kolejki przy konfesjonałach aż się zawijały. W czasie tej Pasterki udzielającym Komunię cierpnąć będą ręce. Kościół pełen ludzi. Czego chcieć…?

Ważne jest jednak nie to, co na zewnątrz, ale to, co kryje się w ludzkim sercu. Ważne jest to, co jest codzienne i zwykłe a nie to co odświętne i często na pokaz.

To, co chcę teraz opowiedzieć nie odnosi się do żadnej konkretnej sytuacji, ale sądzę, że bardzo wielu z nas będzie mogło, zmieniając nieistotne szczegóły, dostosować ją do tych historii, które znamy z własnego doświadczenia. Czy to ze swojej rodziny, czy z życia rodzin, które znamy.

Umarł stary człowiek. Zostawił pięciu synów i pięć córek. Wszyscy, z rodzinami, stawili się na pogrzebie. Wszyscy płakali, wszyscy przynieśli wieńce i kwiaty. Na wszystkich wiązankach wypisane były słowa: „Najukochańszemu ojcu…” Wszyscy stali razem. Razem siedli po pogrzebie do posiłku. Potem wszyscy odjechali.

Piękna wzruszająca uroczystość. Kto wiedział jednak to wiedział, że przed śmiercią, gdy ojciec leżał przez długie miesiące w chorobie, tylko jeden syn o ojcu pamiętał, tylko jeden przyjeżdżał, opiekował się, płacił lekarzom, przywoził lekarstwa, opatrywał odleżyny, rozmawiał i pocieszał. I dziwnym trafem był to ten syn, który miał najdalej i był najbiedniejszy. I dziwnym trafem tylko ten jeden będzie pamiętać, by ojcu postawić pomnik na cmentarzu, położyć kwiaty i zapalić lampkę.

Na dziesięciu wstęgach wiązanek złożonych na grobie ojca, pięć razy napisane było: „…wdzięczny syn” i pięć razy „…wdzięczna córka”. Tylko w jednym przypadku była to prawda. W dziewięciu przypadkach było to tylko nic nie znaczące słowo. Słowo bez pokrycia, pusta etykieta, pozór prawdy, fałsz.

Zacząłem to kazanie w dziwny może sposób: „Siostry i bracia, panowie i panie!” W tej chwili jest to może jaśniejsze. Gdybym zaczął jak zwykle: „siostry i bracia” zwróciłbym się do jakieś małej cząstki tu zebranych. Gdybym zwrócił się tak do wszystkich to w dużej części słowa te byłyby mocno naciągane, w wielu przypadkach byłyby kompletnym kłamstwem.

Czy trzeba kogoś przekonywać, że w tej chwili, tu w kościele, są ludzie, którzy autentycznie szukają Boga i chcą go chwalić? I są ludzie, którzy przyszli tu dla swojej chwały, których tak naprawdę Bóg nie obchodzi a pielęgnują tylko jakieś swoje rodzinne tradycje, albo chcą pokazać ludziom nowy ciuch, albo chcą się tak pozytywnie wzruszyć, albo lubią pośpiewać kolędy, albo nie chcą sprawić przykrości mamie i babci, albo odczuwają autentyczną potrzebę nawrócenia… na dwa dni?

Kiedyś bardzo poruszyło mnie opowiadanie mojego znajomego, który w czasie górskiej wyprawy napotkał strumień. Taki piękny, pocztówkowy wręcz potok, który zachęcał do tego, by przyklęknąć na brzegu, zaczerpnąć dłonią wody i napić się jej. Poszedł jednak dalej, w górę strumienia i zobaczył w wodzie rozkładające się ścierwo psa. Ta woda wydawała się mu taka krystaliczna i taka dobra a jednak, tak naprawdę, niosła w sobie truciznę. Ten piękny, zatruty strumień to doskonały obraz czegoś, co można nazwać: „pozór pobożności”.

Często w życiu spotykamy jakąś wodę, ale trudno jest nam orzec jaka jest to woda. Często w życiu spotykamy ludzi, ale trudno nam od razu orzec, który z nich jest chrześcijaninem, a który to chrześcijaństwo jedynie udaje, małpuje.

Nie sposób zajrzeć w ludzkie serca. I nie mam zamiaru tego robić, nie jestem do tego powołany. Niech nie dopada nas jednak fałszywy pokój. Biblia mówi, że: „Bóg, (…) zna serca.” (Dz 15,8a) Usłysz to słowo: „Bóg zna serca” i niech zadrży twoje serce.

Boże Narodzenie to szał zakupów, kupowanie prezentów, sprzątanie, wysyłanie kartek i sms-ów, wreszcie wieczerza wigilijna, składanie życzeń, wspólny stół, obficiej niż zwykle zaopatrzony. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się, oglądamy telewizję – zewsząd płyną słowa: radosnych, wesołych świąt. Radość i beztroska.

Czytam w Biblii historię człowieka, który beztrosko i radośnie się bawił. Miał na imię Baltazar i był władcą w Babilonie. W czasie uczty, ten pan świata zobaczył rękę, która pisała na wapnie królewskiego pałacu. Pisała słowa: „mene, mene, tekel ufarsin” (Dn 5,25b). Wzbudziło to takie przerażenie władcy, że jak mówi Pismo: „Twarz króla zmieniła się, myśli jego napełniły się przerażeniem, jego stawy biodrowe uległy rozluźnieniu, a kolana jego uderzały jedno o drugie.” (Dn 5,6) Prorok Daniel przetłumaczył te słowa. Słowo „tekel” znaczyło: „zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki” (Dn 5,27b). „Tej samej nocy król chaldejski Baltazar został zabity.” (Dn 5,30)

Siostro i bracie, proszę pani i proszę pana. Bóg i dziś mówi „tekel” – położono cię na wadze, czy nie okazałeś się przypadkiem zbyt lekki? Nie ja cię osadzam. Niech osądza cię Bóg, Jego słowo i twoje sumienie.

Być może komuś prysł dobry nastrój, szampański humor. Przychodzimy jednak do kościoła nie po to, by się dobrze czuć, ale po to, by się nawracać. Tak być powinno, bywa jednak inaczej. W filmie Andrzeja Wajdy „Ziemia obiecana” jest scena pogrzebu fabrykanta Bucholz’a. W jego trakcie jeden z bohaterów – Żyd Moryc – szykując się do zmiany religii, chwali zalety katolicyzmu. Mówi tak: „Jestem człowiek, który kocha i potrzebuje piękne rzeczy. (…) Jak ja się narobię cały tydzień, to ja potrzebuje odpocząć. Ja chcę pójść do ładnej sali, gdzie są ładne obrazy, ładne rzeźby, ładna architektura, ładna ceremonia… i kawałek ładnego koncertu” Inny z bohaterów, Karol, dodaje: „On lubi te nasze ceremonie, te kolory, te zapachy, te dzwonki, te śpiewy (…) On [na kazaniu] musi słuchać delikatnego mówienia o sprawach wyższych (…) i od tego człowiek ma humor i ochotę na życie.” I znowu Moryc dodaje: „Czy ja idę do kościoła, żeby się denerwować? Ja mam nerwy i ja nie jestem cham. Ja nie lubię się gnębić.” (Kliknij tu, by posłuchać tej kwestii w mp3) Możemy się zapytać – a gdzie w tym wszystkim podział się Bóg?

Kościół, Boże narodzenie, pasterka może dostarczyć ludzkich wzruszeń, ale chodzi o cos więcej. Chodzi o Boga, który chce wejść w ludzkie życie.

Dlaczego jednak uderzyłem w taki ton? Może należałoby pozostać przy takiej pasterkowej, sielskiej nucie pachnącego sianka, kwilącej dzieciny, sentymentalnej pastorałki? Otóż poszedłem tym właśnie śladem. Poszedłem i zajrzałem do naszego żłóbka. Poszedłem tam z pamięcią o tym, co mówi Biblia o narodzeniu Jezusa. Znalazłem Jezusa w żłobie – zgadzało się. Znalazłem Maryję i Józefa – zgadzało się. Znalazłem pasterzy i ich owce – o tym dokładnie pisze św. Łukasz. Znalazłem złoto, kadzidło i mirrę, dary niesione przez mędrców ze wschodu, których nazywamy królami – o tym pisze św. Mateusz. Znalazłem anioły – wszystko się zgadzało. Znalazłem jednak coś, czego nie ma w Biblii. Znalazłem… wołka i osiołka.

Nie ma o nich żadnej wzmianki w opisach narodzenia. Być może do nich należał ów żłób, ale literalnie nie ma w tych tekstach wzmianki o osiołku i nie ma nic o wołku. A przecież są w każdej szopce. U nas w tym roku wołek i osiołek są na pierwszym planie. W kolędzie śpiewamy: „Oto Mu się wół i osioł kłaniają, / Trzej Królowie podarunki oddają / Chwała na wysokości, chwała na wysokości / a pokój na ziemi.

Skąd się tam wzięli wołek i osiołek? Tropiąc wołka i osiołka, idąc ich śladem, człowiek dociera do Księgi Proroka Izajasza. Do pierwszego rozdziału, do trzeciego wersetu. Biblia w tym miejscu mówi tak: „Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie.” (Iz 1,3) Bóg mówi: wołek i osiołek – nierozumne zwierzęta – rozpoznają mnie. A mój lud mnie nie widzi, mój lud mnie nie czci, nie oddaje mi chwały.

Jakże pełen bólu jest ten pierwszy rozdział Izajasza. Ten rozdział, który wołkiem i osiołkiem wskazuje bożonarodzeniowa szopka. Jak bezlitośnie obnaża pozór ludzkiej pobożności. Posłuchajmy co mówi Bóg do Izraela, ale nie tylko do Izraela, bo także do Kościoła, do każdego z nas.

Bóg mówi: „Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością, plemię zbójeckie, dzieci wyrodne! Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraela, odwrócili się wstecz. (…) Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną, kto tego żądał od was, żebyście wydeptywali me dziedzińce? Przestańcie składania czczych ofiar! Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań… Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić!” (Iz 1,4.12-14)

Bóg pokazuje, że ważne jest dla niego nawrócenie a nie zewnętrzne ceremonie, które bez nawrócenia są puste. Bóg mówi: „Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!” (Iz 1,16-17)

Bóg też jasno mówi, co stanie się z tymi, którzy nie myślą o swoim nawróceniu, którzy trwają w religijnej obłudzie. Ten sam rozdział z wołkiem i osiołkiem mówi: „Buntownicy zaś i grzesznicy razem będą starci, a odstępujący od Pana wyginą. (…) I stanie się mocarz podpałką, a dzieło jego iskrą. Zapłoną razem oboje, a nikt nie ugasi. (Iz 1,28.31)

Zaiste… „Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie.” (Iz 1,3)

Ale nie myślmy, że ten wołkowo-osiołkowy rozdział Izajasza objawia nam Boga, który ciągle mówi: „Precz, precz, precz.” Biblia mówi: „Bóg (…) pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. (1P 5,5b)

Bóg nie potępia człowieka, ale religijną obłudę, ludzką pychę, dwulicowość, ludzki fałsz – to co nazywamy faryzeizmem, udawaniem.

Wołkowo-osiołkowy rozdział Izajasza niesie także nadzieję i to wielką nadzieję. Ale nadzieję dla pokornych, dla słabych, dla chorych, dla grzeszników. Niesie nadzieję dla tych, którzy autentycznie szukają Boga, którzy otwierają dla Niego swoje serce, którzy mówią Bogu: „Panie, w tym sercu jest brud, bałagan, grzech, ale daje ci to co mam, a ty, Panie, mi przebacz, oczyść mnie, uratuj, zbaw. Tobie oddaję swoje życie. Jestem grzesznikiem, ale wierzę w twą miłość. Jak łotr na krzyżu nie liczę na swoje dobre uczynki (bo ich nie mam), ale na twoje nieskończone miłosierdzie.”

I Bóg mówi, mówi do każdego z nas: „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.” (Iz 1,18) Piękna obietnica – dla każdego z nas, dla każdego, kto uzna swój grzech, dla każdego, kto woła do Boga nie tylko swoimi ustami, ale przede wszystkim swoim sercem.

Taka jest mądrość wołka i osiołka. Mądrość, którą te zwierzęta chcą się z nami podzielić. Pamiętajmy o tej mądrości ilekroć spojrzymy na figurki bożonarodzeniowej szopki. Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: