Abyśmy żyli

II Niedziela Wielkanocna

Dz 5,12-16; Ps 118,1.4.13-14.22.24; Ap 1,9-11a.12-13.17-19; J 20,29; J 20,19-31

Mława, 15 kwietnia 2007

Po pewnych osobach spodziewamy się pewnych, określonych z góry, zachowań. Nie jest dla nas niespodzianką, że przychodzący do nas komornik chce egzekwować nasze długi. Stojący w drzwiach Świadek Jehowy na pewno będzie chciał nas poczęstować swoją literaturą a potem przyjść znowu, by o niej porozmawiać. Policjant z drogówki, jak machnie lizakiem, a potem do nas podejdzie, na pewno powie: „Proszę dokumenty”.

To normalne, że do pewnych osób, pełnionych funkcji, przypisane są pewne schematy zachowań. Zasadniczo wiemy czego po kim możemy się spodziewać.

A po Jezusie? Czego się spodziewamy po Jezusie?

W Ewangelii słyszeliśmy jak Jezus przyszedł do apostołów mimo drzwi zamkniętych. A gdyby nam się wydarzyła taka historia? Jesteśmy w domu, sami, wróciliśmy z pracy, coś zjedliśmy. Siadamy w fotelu, bierzemy książkę, albo różaniec, albo włączamy telewizję, czy radio. I oto staje przed nami Jezus. Przyszedł do nas, mimo, że starannie zamknęliśmy drzwi. Widzimy go, możemy usłyszeć, dotknąć. Wyobraźmy sobie taką właśnie sytuację.

Wyobraźmy to sobie i starajmy się poczuć nasze emocje i rozpoznać nasze myśli. Co byśmy wobec Niego czuli? Czego byśmy się po Nim spodziewali?

Może to być cała gama zachowań, ale dla pewnego porządku zgromadźmy je wokół pewnych biegunów. Zapytajmy zatem, czy Jezus będzie dla nas tym, który chce nam coś dać, czy coś zabrać? Czy Jego przyjście oznacza wojnę, czy pokój? Chcemy przytulić się do Jego serca, czy zwiewać gdzie pieprz rośnie?

Warto sobie zrobić to ćwiczenie i próbować rozpoznać swoje uczucia; czy to jest radość, smutek, gniew czy lęk? Jest to ważne, bo uczucia odpowiedzą na ważne pytanie: kim jest dla nas Jezus Chrystus, czy jest On dla nas oczekiwanym gościem czy intruzem mieszającym w naszym życiu.

A co Jezus mówi sam o sobie? Co o nim mówi Ewangelia?

W końcówce dzisiejszej ewangelicznej perykopy mamy takie zdanie: „abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.” (J 20,31)

Jezus pragnie wiary polegającej na zaufaniu i oddaniu. To co On natomiast oferuje to życie: „abyście (…) mieli życie”. Po prostu życie i aż życie.

Dodajmy bowiem od razu, że to życie nie ma być byle jakie, ale piękne, wzniosłe i dobre. Gdy Bóg stworzył człowieka, to stworzył go po to, by ten żył, a jego życie było życiem w raju.

Wiemy, że potem ten Boży plan został zniweczony przez ludzki grzech, człowiek stracił raj. Bóg jednak nie odwołał swych planów, dalej pragnął, by człowiek żył. I by było to piękne życie. Tu się zrodził Boży plan zbawienia. Przyjście Jezusa na świat, jego nauczanie, jego męka śmierć i zmartwychwstanie było po to, by przywrócić nam życie, by wyzwolić ze śmierci grzechu.

Jezus chce nam dać życie. Po prostu życie i aż życie. On sam nazywa siebie Życiem, on mówi: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.” (J 14,6a) Ten werset pokazuje wewnętrzny związek między Jezusem a życiem. Masz Jezusa? Masz życie! Nie masz Jezusa? Jesteś martwy, choćbyś miał nawet bardzo dobre samopoczucie.

Wprost o tym mówi święty Jan w swoim pierwszym liście: „Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia.” (1J 5,11b-12)

W świetle tych słów warto się przyjrzeć jak wygląda nasze życie, jaką ma wartość, ile brakuje do pełni Bożego planu, i czy w ogóle idzie w tym kierunku. Warto też zastanowić się jak to życie można zmieniać i prostować.

Oceniając życie można popełnić błąd zestawiając je z innym ludzkim życiem. Zwłaszcza takim, o którym usłyszeliśmy w jakiś sensacyjnych wiadomościach. Słyszymy, że kogoś zgwałcono, zabito, zmasakrowano. Dziecko utopiono, staruszkę podpalono, kogoś znowu zastrzelono w biały dzień na ulicy. Gdy przystawimy swoje życie do życia sprawców tych czynów, to naprawdę możemy dobrze się poczuć – nie jest z nami tak źle, jesteśmy porządnymi, uczciwymi obywatelami.

Ale jest to błąd i złudne samozadowolenie, bo zestawiać swoje życie mamy nie z kimś drugim, ale z wymaganiami Ewangelii.

A tam co czytamy?

„Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. (…) A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego.” (Mt 5,22)

„A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.” (Mt 5,28)

„A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę (…) naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa.” (Mt 5,32)

„A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” (Mt 5,39)

„A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. (Mt 5,44)

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5,48)

To fragmenty jednego tylko rozdziału Ewangelii – Kazania na górze. I jak wygląda nasze życie, gdy konfrontujemy je ze słowem Ewangelii? Odpowiada za nas św. Paweł: „Każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi się uznać winnym wobec Boga.” (Rz 3,19b)

Prawda o naszym życiu jest taka, że jesteśmy winni wobec Boga. Prawda o naszym życiu, jest taka, że za winą idzie wyrok: „Zapłatą za grzech jest śmierć.” (Rz 6,23a) Prawda o naszym życiu jest taka, że jesteśmy duchowo martwi.

Skąd zatem wziąć życie, skoro umarliśmy? Na pewno nie z samych siebie. Trup nie ożyje, nie wskrzesi się z martwych.

Werset dwudziesty trzeci trzeciego rozdziału Listu do Rzymian niesie dwie prawdy. Pierwszą już przytoczyłem: „Zapłatą za grzech jest śmierć.” (Rz 6,23a) Zaraz jednak w drugiej części Apostoł Paweł mówi: „życie wieczne to łaska przez Boga dana” (por. Rz 6,23b)

Nie my samych siebie wskrzeszamy, ale Bóg to czyni, nie sami wychodzimy z grobu, ale Bóg nas z niego wyprowadza, nie my siebie ratujemy z bagna grzechu, ale Bóg nas wyciąga. Jego łaska daje nam życie.

Co trzeba zrobić by ją mieć? Nic, ona już jest. Problem leży gdzieś indziej. By tę łaskę posiąść trzeba jej chcieć, trzeba zdać sobie sprawę ze swego położenia, wiedzieć, że nie ma się życia, że jest się martwym, i w postawie pełnej pokory wobec Boga otworzyć się na nią, przyjąć ją. A to nie jest łatwe.

Drugie czytanie z dzisiejszej liturgii przytacza słowa jakie św. Jan usłyszał w widzeniu: „Co widzisz, napisz w księdze i poślij siedmiu Kościołom” (Ap 1,11a) Mam wrażenie, że napisano, wysłano a nikt tego nie czyta. Otóż w siódmym liście, do kościoła w Laodycei napisano: „Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.” (Ap 3,17)

A co tu chodzi? Ten list jest do kogoś kto jest ciężko, śmiertelnie chory a zaprzecza temu. Mówi, że czuje się dobrze, że niczego nie potrzebuje. Co to oznacza? To, że ten ktoś nigdy nie pójdzie do lekarza, nigdy nie pójdzie do apteki, nigdy nie łyknie żadnego lekarstwa. Bo i po co? Chodzi oczywiście cały czas o świat ducha a nie fizycznej choroby.

Zaprzeczanie chorobie nie sprawi jednak, że choroba ustąpi, stłuczenie termometru nie obniży gorączki. Potrzeba lekarza, potrzeba terapii. Ale trzeba tam iść!!!

I dlatego Apokalipsa mówi: „Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział.” (Ap 3,18)

Jedni pójdą, drudzy nie. Jedni będą żyli, drudzy umrą. Dla jednych wieczna szczęśliwość, dla innych wieczne potępienie.

A gdzie twoja przyszłość?

Chciałbym, by to kazanie nie skończyło się tylko na gadaniu. Chciałbym, byśmy wszyscy poszli na badania, skonfrontowali swoje życie z prawdą Ewangelii. Sięgnijmy w domu do Kazania na górze. Usłyszeliśmy dzisiaj tylko kilka wersetów, proponuję byśmy przeczytali je całe. Ten fragment znajdziemy w Ewangelii Mateusza (to pierwsza Ewangelia i pierwsza księga w Nowym Testamencie). Są to rozdziały piąty, szósty i siódmy. Przeczytajmy ten tekst i skonfrontujmy to z naszym życiem.

Mam nadzieję, że zbliży to nas do Boga. Mam nadzieję, że zobaczymy w Jezusie nie kogoś, kto nam chce coś zabrać, ale Tego, który chce dać. Dać swoją łaskę, dać to, czego tak bardzo pragniemy, dać życie; życie piękne, dobre i obfite. Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: