Pocałunki Boga

Msza Wieczerzy Pańskiej, J 13,1-15

Mława, 5 kwietnia 2007

Siostry i bracia!

Wielki Bóg na niebiosach postanowił przyjąć ludzką naturę i stać się człowiekiem. Czyni to z miłości, by być bliżej ludzi, by tego człowieka, którego stworzył odkupić teraz z jego grzechów.

Było to jednak mało dla Boga. Dlatego Bóg wstaje od wieczerzy i zdejmuje szaty, i przepasuje się ręcznikiem.

Było to jednak mało, więc Bóg klęka wobec swoich uczniów i umywa im nogi. Czyni to, co w domu czynił ostatni z niewolników.

Wielki Bóg, który klęka przed człowiekiem, także przed Judaszem, chce być także nauczycielem. Dlatego mówi: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.” (J13,12b-15)

To co uczynił Jezus ma oczywiście wymiar symboliczny. Nie chodzi tu o nogi, miednicę i wodę. Chodzi o miłość. Jezus pokazuje jak bardzo nas kocha i nas wzywa do takiej miłości. Wprost o tym mówi święty Jan w swoim liście: „Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.” (1J 3,16)

Wielki Czwartek jest dniem ustanowienia Eucharystii. Zechciejmy dziś spojrzeć na Eucharystię jak na tajemnicę miłości.

Wydana w tym roku, 22 lutego, posynodalna Adhortacja Benedykta XVI poświęcona została Eucharystii. Nosi ona znamienny tytuł: „Sacramentum Caritatis”, czyli „Sakrament Miłości”.

Papież zaczyna swój dokument od następujących słów:

>>Sakrament miłości, Najświętsza Eucharystia jest darem, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nam nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka. W tym przedziwnym sakramencie objawia się miłość największa, ta, która przynagla, by „życie swoje oddać za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Istotnie, Jezus „do końca ich umiłował” (J 13, 1). Tymi słowami zapowiada Ewangelista Jego gest nieskończonej pokory: zanim umarł na krzyżu za nas, przepasawszy się prześcieradłem, umył uczniom nogi. Tak też, w sakramencie Eucharystii Jezus nadal miłuje nas „aż do końca”, aż po dar ze swego ciała i swojej krwi. Jakież zdziwienie musiało napełnić serca Apostołów wobec czynów i słów Pana podczas tej Wieczerzy! Jakiż zachwyt winna wzbudzić w naszym sercu tajemnica Eucharystii! << (Sacramentum Caritatis 1)

Papież mówi o zachwycie jaki powinna budzić Eucharystia. Faktycznie – mało było, że Bóg przyjął ludzkie ciało, mało było, że klęknął przed człowiekiem, mało było, że umył mu nogi. Mało było, więc Bóg poszedł dalej – dał siebie człowiekowi w kruszynie chleba.

Eucharystia jest wielkim darem miłości Boga do człowieka, tak widzi ją Bóg. Czym jednak jest dla ludzi? Tu odpowiedzi muszą być różne, bo każdy człowiek samodzielnie pisze swoją odpowiedź.

Smutne jest to, że w te odpowiedzi trzeba wpisać także i lekceważenie tego sakramentu. Tym lekceważeniem jest nieobecność na wielu niedzielnych i świątecznych Mszach Świętych. Lekceważeniem jest też i obecność, ale taka od wielkiego dzwonu, tylko dla tradycji, dla rodziny, z przyzwyczajenia. Obecność ciałem, gdy duch człowieka, jego serce, jest gdzie indziej.

Lekceważeniem jest brak komunii świętej. Wielu ludzi nie przyjmuje komunii, nie dlatego, że nie może, ale dlatego, że zwyczajnie nie czuje takiej potrzeby. Nie ma w nich pragnienia, które by ich do tego pociągało. Dla niektórych może jedynym motywem przyjęcia komunii jest bacik przykazania „przynajmniej raz w roku spowiadać się i w czasie wielkanocnym komunie świętą przyjmować”. Albo potrzeba, by się nie wyróżniać – tak wielu idzie na święta do ołtarza, więc wypada i nam ruszyć się ze swojego miejsca.

Lekceważeniem, może największym, jest także to, że z naszej obecności na Mszy Świętej często wynika… NIC. Nie wpływa ona na nasze życie, nie zmienia tego życia,

Strzeżmy się lekceważenia Eucharystii. Strzeżmy się lekceważenia miłości. Strzeżmy się przyzwyczajenia i rutyny. Święty Augustyn w swoim komentarzu do Ewangelii Jana pisał o wielkim naszym zobowiązaniu płynącym z faktu obecności na Eucharystii. Pisał to nawiązując do biblijnej Księgi Przysłów. Posłuchajmy słów mądrego i świętego biskupa:

>>”Gdy z możnym do stołu usiądziesz, pilnie uważaj, co położono przed tobą, a wyciągając swoją rękę wiedz, że i ty musisz to samo przygotować”. Cóż jest stołem możnego, jeśli nie ten stół, skąd bierzemy Ciało i Krew Chrystusa, który oddał za nas swoje życie? A co znaczy zasiadać przy tym stole, jeśli nie przystępować doń z pokorą? Co oznacza uważać pilnie na potrawy, które kładą przed tobą, jeśli nie to, żeby godnie myśleć o tak wielkiej łasce? I cóż wreszcie znaczy wyciągać rękę i wiedzieć, że masz przygotować takie same potrawy, jeśli nie to (…) że Chrystus oddał za nas swoje życie, a więc że i my winniśmy oddać nasze życie za braci? Mówi bowiem św. Piotr Apostoł: „Chrystus cierpiał za nas, zostawiając nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady”. To oznacza przygotować takie same potrawy.<<

„I ty musisz to samo przygotować” – mamy wstępować w Jego ślady, dać to co On nam dał. Miłość za miłość, życie za życie.

Mam nadzieję, że Eucharystię będziemy traktować inaczej, że nie będzie to mniej czy bardziej przykry obowiązek, wiszące nad nami przykazanie, zmarnowana w ciągu tygodnia godzina, trudna do wytrzymania nuda.

Mam nadzieję, że otworzymy swoje oczy na prawdziwą rzeczywistość Eucharystii, że będzie dla nas tym czym jest naprawdę – spotkaniem kochających się osób, tajemnicą miłości.

Właściwe nastawienie człowieka do Eucharystii opisane jest w księdze Pieśni nad pieśniami. Ta księga Starego Testamentu rozpoczyna się takimi słowami: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! Bo miłość twa przedniejsza od wina. Woń twych pachnideł słodka, olejek rozlany – imię twe, dlatego miłują cię dziewczęta. Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty! Cieszyć się będziemy i weselić tobą, i sławić twą miłość nad wino; [jakże] słusznie cię miłują!” (Pnp 1,2-4)

Tu znowu mamy język symboli. Relacja między Bogiem a człowiekiem opisana jest w pojęciach miłości między oblubieńcem a oblubienicą. Prawdziwa oblubienica – Kościół pragnie pocałunków Oblubieńca – Jezusa.

Możemy każdy sakrament, a szczególnie Eucharystię, nazwać pocałunkiem Jezusa. I zastanówmy się teraz czy pragniemy takich pocałunków? Czy nimi nie gardzimy? Czy tęsknimy za nimi? Czy jest w nas tęsknota za miłością Jezusa?

I czy na pocałunki Jezusa odpowiadamy swoimi pocałunkami? I jakie to są pocałunki? W Biblii w dwóch miejscach mamy zapisaną relację, że Jezus był całowany.

Mamy relację o kobiecie – nierządnicy, która plącząc nad swoimi grzechami obmywała łzami stopy Jezusa, wycierała je swoimi włosami i całowała.

Druga relacja to pocałunek Judasza, pocałunek zdrady, który wydał Syna Człowieczego.

Do którego pocałunku nam bliżej?

Umiejmy przyjąć miłość Jezusa, jego uniżenie przed nami, umiejmy przyjąć jego miłość, jego pocałunki. Umiejmy przyjąć kruszynę chleba, którą nam daje.

Umiejmy zapłakać nad swoimi grzechami, umiejmy na miłość Boga, którą On nam daje odpowiedzieć swoją miłością. Umiejmy mu dać, choć kruszynę siebie, kruszynę swego serca.

„W kruszynie chleba Panie jesteś, / Ukryty, wielki, Ty Pan. / Przychodzisz do nas już przez wieki, / By ofiarować siebie nam. / W tych kroplach wina Twoja krew / Przelana za nas, Panie mój. / Tak wiele jej na krzyżu było, / aby odkupić nas od zła. / Ty, Panie, miłością jesteś. / Ty, Panie, kochasz nas. / I proszę Ciebie, by tak było / Wciąż przez wiele lat!”

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: