Prostytutka idzie do nieba

Kazanie do Łk 7, 36-50 (11 niedziela zwykła, C); Mława, 17 czerwca 2007

Gdyby próbować streścić dzisiejszą Ewangelię w jednym zdaniu, to mogłoby ono brzmieć: Droga zagubionego grzesznika do pokoju z Bogiem.

Jeśli ktoś uważa się za grzesznika, to niech przypatrzy się tej drodze, bo będzie to droga właśnie dla niego. Ci zaś, którzy uważają się za sprawiedliwych mogą już się pakować na wieczne potępienie. Nie muszą też znać drogi do piekła, sami się tam stoczą. O tym za chwilę.

Przypatrzmy się kobiecie – prostytutce – głównej postaci usłyszanej dzisiaj historii. Ewangelia mówi o niej, że prowadziła „życie grzeszne”. Są pewnie ludzie, którzy myślą o życiu grzesznym w kategoriach przyjemności, wolności, zaspokajania pragnień, luzu. Co prawda gdzieś tam w górze jest Pan Bóg, który kręci głową, ale samo życie to „miód, malina”.

Wyrażenie „αμαρτωλος” (hamartolos), przetłumaczone jako „grzeszne”, pochodzi od słowa, które oznacza „minięcie się z celem, zagubienie, chybienie celu”. Gdy tak spojrzymy na grzech to przestaje on być „miód, malina” a staje się nieszczęściem, klęską, tragedią człowieka. I nie dlatego że Bóg kręci głową, ale dlatego, że osobiście tracimy to, do czego jesteśmy powołani. Powołani jesteśmy do życia, szczęścia i pokoju a grzesząc (czyli mijając się ze swoim celem) trafiamy na lęk, smutek i śmierć.

Kobieta doszła do takiego momentu, gdzie odkryła prawdziwą wartość (czyli bezwartość) swojego życia, swoje zagubienie i powiedziała „dość”.

Spójrzmy teraz uważnie w jaki sposób wyraziło się jej „dość”. Najpierw jest to uznanie swojego grzechu – jestem grzesznicą i nie udaję, że jest inaczej. Potem jest zapłakanie nad swoim grzechem – skruszone serce musi pokutować, odżałować swoje stracone dni i lata. Ale to jeszcze nie koniec. Trzeba jeszcze przyjść z tym do Jezusa.

Jeszcze raz: (1) uznać grzech (2) zapłakać nad nim (3) przyjść z nim do Jezusa. Wszystkie trzy elementy. Przypomnijmy sobie Judasza, który uznał swój grzech, zwrócił pieniądze, nawet się wyspowiadał (Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną. Mt 27,4a), ale nie poszedł z tym do Jezusa, tylko po swojemu sprawę rozwiązał, czyli się powiesił.

Kobieta uznała swój grzech, przyszła z tym do Jezusa, i zapłakała tak mocno, że swoimi łzami obmyła Jezusowe stopy. Czy my potrafimy tak płakać nad swoimi grzechami?

Jezus przebacza kobiecie, daje jej swoje zbawienie, odsyła ją w pokoju. Kobieta odchodzi. Miejsce podróbek miłości zajmuje prawdziwa miłość. Wiele jej darowano – będzie umiała bardzo kochać – prostytutka idzie do nieba.

Spójrzmy teraz na drugą postać – faryzeusza Szymona. Pobożny i szanowany obywatel – zastanówmy się jaką on wybrał drogę, czy jest to droga zbawienia?

Można powiedzieć, że Szymon wybrał drogę zbawienia, bo zaprosił Jezusa do swojego domu. Zaproszenie do domu to nie zawsze jednak zaproszenie do serca. W sercu Szymona był dystans a gdy zobaczył jak kobieta dotyka jezusowych stóp pojawiło się także zgorszenie.

Spróbujmy ubrać w słowa filozofię Szymona – i jak zobaczymy będzie to filozofia wszystkich faryzeuszy. Można te filozofię wyrazić tak: Święte nie może łączyć się z grzesznym, bo grzeszne ściągnie świętość do rynsztoka, zbruka ją i zniszczy. Potrzeba więc dystansu.

Porównajmy tę filozofię, to myślenie z tym, co jest w sercu Jezusa. Święte łączy się z grzesznym, to co święte podniesie grzeszne i oczyści, uzdrowi. Potrzeba więc bliskości. Zauwazmy, ze jest to zupełnie inne myślenie niż myślenie faryzeusza.

I to myślenie będzie przeszkodą dla faryzeusza Szymona w jego drodze do zbawienia. By to lepiej wyjaśnić odwołam się do fragmentu, który może wywołać konsternację: „Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.” (Mt 21,31c) Tłumacząc to na nieco inny – bardziej współczesny język należy powiedzieć, że złodzieje i prostytutki będą przed wami w niebie. To są słowa Jezusa i przyjmijmy je za prawdę.

Zechciejmy jednak dobrze je zrozumieć – to nie jest zachęta do grzeszenia. Kontekst tej wypowiedzi wskazuje, że Jezus mówił to do arcykapłanów i starszych ludu, pewnie także do faryzeuszy. Chciał im powiedzieć – jesteście takimi samymi grzesznikami jak wszyscy, ale uważacie się za sprawiedliwych, za doskonałych, za tych, którzy nie potrzebują łaski zbawienia. I to was zamyka na niebo. Ci, którzy przyznają się do swoich błędów, którzy pokutują, choćby to był największy złodziej, nierządnica i bandyta, ci którzy przyjdą do mnie ze łzami i prosić będą o niebo – dostaną je. Potwierdzeniem tych słów niech będzie scena na krzyżu – gdy pokutujący łotr słyszy zapewnienie od Jezusa, że dziś będzie w raju.

Faryzeusz to ktoś, kto nie potrzebuje Boga, bo uważa się za doskonałego, a nawet gdy zobaczy w sobie grzech to nie pójdzie z nim do Boga – bo myśli (jak to już stwierdziliśmy), że świętość nie jest dla grzeszności. I pozostaje mu tylko sznur i wieczne zatracenie.

Zobaczmy jak myślenie może zagrodzić drogę do zbawienia i głębiej pojmijmy na czym polega nawrócenie. Nawrócenie (metanoja) to zmiana myślenia. Zmiana, która otwiera nas na Jezusa i pozwala się do niego zbliżyć.

Nawracajmy się. Święte łączy się z grzesznym – z nami. To co święte podniesie grzeszne i oczyści, uzdrowi. Potrzeba nam bliskości. Uznajmy swój grzech, zapłaczmy nad nim i przyjdźmy z nim do Jezusa. On da nam pokój, którego szukamy, prawdziwe życie i prawdziwe szczęście i prawdziwą miłość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: