Przyjść – upaść – wyznać

XIII niedziela zwykła, B; Mdr 1,13-15; 2,23-24; Ps 30,2.4-6.11-13; 2 Kor 8,7.9.13-15; 2 Tm 1,10b; Mk 5,21-43; 28 czerwca 2009; płocka fara

Czy można być człowiekiem religijnym, praktykującym katolikiem nie będąc człowiekiem wierzącym? Na pozór jest to pytanie dziwne, może sprzeczne w sobie, bo często, w kontekście naszego kraju, zamiennie używamy pojęć: wierzący, religijny, chrześcijanin, katolik.

Gdy jednak podrążymy te pojęcia, to możemy dojść do ciekawych wniosków. I wtedy postawione pytanie – czy można być człowiekiem religijnym nie będąc człowiekiem wierzącym? – okaże się ciekawe i niegłupie.

Spójrzmy na dzisiejszą ewangelię. Oto wielki tłum idzie za Jezusem i otacza go. Obserwują Go i słuchają. Są pewnie żywo zainteresowani i komentują to, co Jezus mówi i działa.

To jest obraz religijności. Ludzie są z Jezusem, czasem nawet bardzo blisko – ewangelia mówi, że napierali na Jezusa, ściskali Go zewsząd.

Czy jednak ta bliskość z Jezusem przekłada się na realny wpływ na życie? Czy bliskość ta wywołuje przemianę życia, nawrócenie? Nie w każdym przypadku.

Ta bliskość wywarła jednak wpływ na chorą kobietę. Dotknęła się płaszcza Jezusa i doświadczyła uzdrowienia. Nie o dotknięcie jednak chodzi. Tylu ludzi w tym tłumie dotykało Go. Przypomnę – zewsząd napierali i ściskali Go. Bo nie chodzi tu o magiczny dotyk, ale o wiarę. Ona jest tu istotna.

Elementy tej wiary zostały ujawnione, gdy Jezus wywołał kobietę z tłumu. Przyjrzyjmy się temu: „Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę.” (Mk 5,33)

Spójrzmy dokładnie na każdy element tego zdania.

Pierwsza sprawa to „przyjście”. Kobieta przyszła do Jezusa, ale towarzyszyło temu głębokie, wewnętrzne poruszenie. To nie było przyjście w stylu: „Cześć Zocha!” czy „Witaj Franek, co słychać?”. To było podejście do Majestatu, do Zbawcy, do Boga.

Druga sprawa do „upadek”. Kobieta upadła przed Jezusem. To oznacza z jednej strony uznanie istotnej różnicy między stworzeniem a stwórcą. Z drugiej jest to uznanie swojego „upadku” – grzeszności. Jest to wyznanie, że jest się słabym i potrzebuje się ratunku, pomocy.

Trzecia sprawa to „wyznanie”. Kobieta wyznała wszystko – swoje nadzieje i to co zrobiła.

Trzy elementy: „przyjść”, „upaść” i „wyznać”. W tym się zamanifestowała jej wiara. Po tym właśnie usłyszała słowa:: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości.” (Mk 5,34b)

Czy kobieta była religijna? Jeśli religijność, jak poprzednio to określiliśmy, polegać będzie na pójściu za Jezusem, słuchaniu Go, zainteresowaniu i zaciekawieniu Nim to na pewno. Oprócz tego była jednak głęboka wiara – zaufanie i oddanie.

Mówię o tym dlatego, że za religijnością – pewnymi zewnętrznymi znakami przynależności do Jezusa wcale nie musi iść wiara.

Można przyjść do Jezusa, ale nie jak do Boga, tylko jak do kumpla czy sąsiada. Można upaść przed Nim, ale może to tylko pusty gest. Można wyznawać różne rzeczy, ale mogą to być tylko puste słowa i deklaracje bez pokrycia. Można być religijnym człowiekiem, praktykującym zewnętrznie bliskim Jezusa i… tak naprawdę niewierzącym.

Strzeżmy się religijności bez wiary. Strzeżmy się pozorów i udawania.

Zawsze wokół Jezusa będzie tłum ludzi cisnących się na Niego. Bądź tam, ale nie jak gapie i udawacze, ale jak kobieta, która z wiarą dotknęła jego szaty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: