Wisi noga nad jezdnią. Refleksje o nawróceniu.

Wirtualna Ambona; II niedziela Adwentu (B); Iz 40,1-5.9-11; Ps 85,9-14; 2 P 3,8-14; Łk 3,4.6; Mk 1,1-8

W drugiej niedzieli adwentu pojawia się bardzo adwentowa postać – Jan Chrzciciel. Wzywa sobie współczesnych i oczywiście nas wszystkich do nawrócenia.

Terminem w Starym testamencie, oznaczającym nawrócenie, jest słowo „szub”. W Nowym Testamencie mamy zaś termin metanoeite.

Między tymi terminami jest pewna różnica. Wyjaśnię ją na przykładzie. Jestem na chodniku, chcę przejść na drugą stronę ulicy. Moja noga jest już nad jezdnią, ale oto kątem oka (co ja kąta oka nie mam…) widzę patrol policji. Momentalnie robię w tył zwrot.

Czy to było nawrócenie? Żyd powie, że zrobiłem „szub”. Grek powie, to nie było „metanoeite”.

Szub oznacza coś zewnętrznego. Widać to, co robię, ale nie widać motywów, które mną kierowały. Mogły być wewnętrzne – jakieś osobiste przekonanie, ale mógł to być także zewnętrzny nacisk, presja, obawa.

Metanoeite siłą rzeczy dotknąć musi wnętrza. To słowo bowiem oznacza dokładnie „zmianę myślenia”. To się dokonuje w środku.

W tradycji protestanckiej (tłumaczenia Biblii) wyraża się to terminem „upamiętajcie się”. Myślę, że lepiej to podkreśla wewnętrzność nawrócenia.

„Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów.” Mk 1,4 (Biblia Tysiąclecia)

„Na pustyni wystąpił Jan Chrzciciel i głosił chrzest upamiętania na odpuszczenie grzechów.” Mk 1,4 (Biblia Warszawska)

Gdy sięgam po Grecko-polski Nowy Testament wydanie interlinearne (Vocatio) znajduję tam „chrzest zmiany_myślenia”.

Pójdźmy krok dalej.

Działanie Jana Chrzciciela miało przygotować ludzi na przyjście Boga. Na czym to przygotowanie miało ma polegać?

Wyjaśnia to pierwsze czytanie: „Głos się rozlega: Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. (Iz 40,3-4)

Można w tym działaniu dostrzec robienie porządków, sprzątanie, wygładzanie. Troskę, by przychodzący miał pewien komfort. Być może ktoś słuchał albo czytał moje rozważania z poprzedniej niedzieli: „Nawróć się… Panie Boże! Przyjdź, Panie Jezu…, ale jeszcze nie dzisiaj!”

http://zpm.natan.pl/readarticle.php?article_id=102

Przytaczałem tam tezę biskupa Kiernikowskiego, który krytykował przygotowanie dzieci do przyjęcia I Komunii w stylu: „trzeba uprzątnąć serduszko, jakby jakiś kącik, żeby Pan Jezus dobrze tam się czuł”. http://ekai.pl/serwis/?MID=16850

Czy takie mówienie o „sprzątaniu serduszka” nie jest w duchu izajaszowego wołania: prostowania, podnoszenia, gdzie trzeba, obniżania gdzie indziej?

Tylko pozornie.

Znowu nie możemy patrzeć na naszą zewnętrzność, na to co widać, ale na nasze serce. Prostowania ma się odbywać, ma się odbywać podnoszenie, gdzie trzeba, i obniżanie gdzie indziej, ale obszarem tych zmian powinno być serce.

Jeden z komentarzy odesłał mnie do właściwych gór, z którymi trzeba zrobić porządek. To nie są góry na zewnątrz od nas, to są góry wewnątrz nas.

Na początku Izajasza znajdujemy taki tekst: „Albowiem dzień Pana Zastępów nadejdzie przeciw wszystkim pysznym i nadętym i przeciw wszystkim hardym, by się ukorzyli, przeciw wszystkim cedrom Libanu, wysoko się wzbijającym, i przeciw wszystkim dębom Baszanu, przeciw wszystkim górom niebotycznym i przeciw wszystkim pagórkom wyniosłym, przeciw każdej wieży strzelistej i przeciw wszystkim murom obronnym, przeciw wszystkim okrętom Tarszisz i przeciw wszystkim statkom zbytkownym. Wtedy pycha człowieka będzie poniżona, a upokorzona ludzka wyniosłość. Sam tylko Pan się wywyższy dnia owego.” (Iz 2,12-17)

Cedry Libanu, dęby Baszanu, góry niebotyczne, pagórki wyniosłe, wieże strzeliste, mury obronne, okręty to nasza pycha i nadętość.

To nas odgradza od Boga, nie pozwala Bogu działać w nas. Nie pozwala, by Bóg obdarzył nas swoją sprawiedliwością.

Czasami adwent bywa czasem dobrych postanowień. Rzucę palenie, będę inny (lepszy) dla rodziny, będę bardziej pamiętał o moich religijnych praktykach.

Czy to są, w moim mniemaniu, złe postanowienia? Nie twierdze tego. Przeciwnie – na pewno widzę w tym dobre, szlachetne intencje. Wiem jednak, czym to się wszystko skończy. Skończy się porażką, bo jest to zaczynanie od dymu z komina.

Droga jest inna. Prawdziwe nawrócenie – prawdziwa i trwała zmiana dokonuje się w umyśle, woli i sercu. Jeśli zburzymy w tym sercu mury obronne, którymi zasłaniamy się przed działaniem Boga, to dokonać się może zmiana naszego myślenia. Gdy zmienimy nasze myślenie wtedy zmienić się może nasze życie.

Jestem na chodniku. Jedna noga już wisi nad jezdnią. Robię jednak w tył zwrot. Jednak nie dlatego, że stoi patrol, dozorca, strażnik, ale dlatego, że coś zrozumiałem. Zrozumiałem, że lepiej i bezpieczniej będzie pójść parę metrów i przejść na drugą stronę po pasach.

Opamiętałem się, upamiętałem, zmieniłem myślenie, nawróciłem się.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: